jeszcze z nikim nie rozmawiałam o moim poważnym problemie mam na imie kamila mam17 lat moj problem jest taki ze wybucham w złść rzucam wszystkim co mam pod reka uzywam słow wulgarnych i strasznie przykrych dla bliskich i pozniej załuje i płacze .mam chłopaka i naj bardziej mnie wkurza to ze patrzy na inne dziewczyny i mu zakazałam sie patrzec i on tego nie robi mowie mu ze ta sypiałi z tamta ze mnie zdradza .a jak sie spojrzy to robie mu straszna awanture i rzucam i bije go czasami groze ze jak sie spojrzy jeszcze raz to sie zabije miałam jedna probe samobujcza i szpital skierowałmnie do pschiatry ale tam nie poszłam bo wstydziałam rozmawic o moich problemach psichicznych czasami mam ochote sie zabic ale boje sie tego zrobic . sprawdzam sms mojemu chłopakowi i jak jest jakis sms od kolezanki to sie tak wkurzam jak by szatan we mnie był połykam tabletki ketanol garsciami nie wiem co mam zrobic na prawde nie chce byc taka ale jest coraz gorzej ze mna ze czasam jak sie wk***** to wale głowa w mur albo wyrywam włosy i sie boje o tym rozmawiac w cztery oczy np jak u psychologa i psichiatry nawet o filmy jestem zazdrosna prosze opomoc
Im szybciej zdecydujesz się na terapię tym szybciej dasz sobie i swojemu chłopakowi szansę na normalny związek. Twoja podejrzliwość jest trudna dla Was obojga, a na pewno ma jakąś konkretną przyczynę np. nierozwiązane konflikty z przeszłości.
Podobnie Twoje zachowanie, chociaż krzywdzące dla najbliższych ma jakieś źródło. Ważne jest przede wszystkim to, że próbujesz je odkryć i zmienić.
Nie wstydź się kontaktu z lekarzem ani psychologiem. Kompetentny specjalista pomoże Ci wyjść na prostą i będzie wobec Ciebie życzliwy. Jeżeli to by Ci ułatwiło rozmowę z lekarzem to wypisz sobie wszystko co chciałabyś mu powiedzieć na kartce, a podczas spotkania ją przeczytaj. Może warto poprosić Twojego chłopaka o wsparcie podczas wizyty u lekarza?
Witam,
mam podobny problem z wybuchami złości i trudnym charakterem. Czy można sobie samemu poradzić z tym, czy trzeba sięgnąć po poradę lekarska? Bo jestem za granica i nie mam czasu/możliwości na psychoterapie.
Do Kamili i osoby za granicą. Nie jestem specjalistą ale mi wizyta u psychiatry bardzo pomogła nie w sensie wyleczenia ale trzeba sobie powiedzieć kiedyś, że ma się problem i zacząć go rozwiązywać. Ja mam to samo z dziewczyną, mówi mi, ze się gapie itd. po alkoholu zaczyna mnie zawsze wyzywać itd. I ja wiem, że też nie jestem święty ale i ona i ja potrzebujemy pracy nad swoim charakterem. A to trwa bardzo długo, to nie jest tak, ze mówimy sobie stop i wszystko jest ok. Za granicą jeśli nie ma psychoterapii to mój kolega mimo, że za bardzo nie był wierzący, to jednak zaczął się spotykać z Polakami w niedzielę oni zawsze coś organizowali po mszach. Jeśli to nie jest gang motocyklistów albo samych facetów i alkoholu to takie rozmowy pomagają. Zacznijmy coś robić i ciągle myślmy o swoim postępowaniu. Bardzo pomaga hobby. Ja np malowałem modele samolotów. Komputer i gry odpada. Może jakiś forum tematyczne? Teraz można stać się ekspertem nie wychodząc z domu. JA mam 24 lata i też miałem napady złości ale zacząłem pracować w tym sensie, że staram się patrzeć oczami drugiej osoby co ona myśli o mnie i co mogę jej dać.
Kolego dzięki za cenne słowa, od dłuższego czasu myślę, że jak wrócę z zagranicy to coś muszę z tym zrobić. Tylko, że ja też staram się patrzeć oczami tej drugiej osoby, ale czasem to aż mnie to zamęcza, bo jeśli znowu wybuchnę, to potem mam tak okropne wyrzuty sumienia, że jeszcze mi z tym gorzej. Powiedz mi proszę, czy długo tak walczysz? Czy widzisz jakieś efekty? Bo ja to po prostu czasem zaczynam z rozpaczy nadużywać alkoholu... mimo, że jestem niewiele młodsza od Ciebie. Z obcymi ludźmi sobie radzę, najgorzej z najbliższymi, czasem tak mnie denerwują, samym zaszeleszczeniem papierka. Czy swój charakter można zmienić?
Witam wszystkich,
Mam 30 lat, jestem mężatką i matką 5 letniej dziewczynki. Podobnie jak cudko, mam problemy z niepohamowaną złością, która kończą się krzykami z mojej strony. Złoszczę się na mojego męża albo na jego matkę, która mieszka z nami. Za każdym razem mam wyrzuty sumienia, przepraszam i cierpię. Szukam pomocy w literaturze specjalistycznej i artykułach. Najbardziej spokojny okres miałam w okresie maturalnym, jak uprawiałam yoge.
Mąż mówi mi, że jesteśmy niedobrani- ja wariatka, która awanturuje się o byle co i on spokojny jednak jak się wkurzy i obraża to na długo. Mówi, że żyje na huśtawce zmiennych nastrojów, że jestem nieprzewidywalna, i jak bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Pochodzę z rodziny wykształconej; matka z wysoka pozycja w budżecie i ojciec nauczyciel. Rodzinka na pokaz, bo w rzeczywistości matka awanturnica, wyładowująca swój stres na ojcu, który uciekał z domu i szukał ukojenia w alkoholu. Kolo, które zamykało się pretensjami mojej mamy. Nigdy nie widziałam mamy czułej wobec ojca, całe życie go poniżała. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę taka jak ona. I teraz po części historia się powtarza, jedyna różnica, że zdaję sobie sprawę, że mam poważny problem.
Mieszkam zagranicą (myślę, że podświadomie tak kierowałam swoim życiem, żeby być jak najdalej od kłótni rodziców). Teraz kroi mi się serce jak patrze na moje maleństwo i zdaje sobie sprawę z tego co robię i spuszczam oczy, ze wstydu przed naszymi sąsiadami.
Proszę o pomoc.
Po tych kilku tygodniach, prawie miesiącach mogę spokojnie przyznać, że dziękuję, że tak się złożyło, że byłam u psychologa, psychiatry. Czuję się lepiej, moje życie powoli staje się bardziej uporządkowane i nie tylko z zewnątrz. Coś zmieniło się we mnie, w moim sposobie myślenia o pewnych sprawach. Gdy dzieje się coś stresującego, godzę się z tym. Biorę głęboki oddech, albo robię przerwę (np. idę zrobić herbatę) i dopiero na spokojnie zastanawiam się, jak sprostać temu, co właśnie się wydarzyło i jak sobie poradzić. Nie czuję się wariatką, ale powoli dochodzę do siebie, takiej jakiej nie znałam nigdy wcześniej, a z jakiej jestem niezmiernie zadowolona. Nie łudźcie się jednak, że jest łatwo. Potrzeba wysiłku, ale i pomocy ze strony lekarza, który po to jest. Leki? Nie wiem, w moim przypadku pomogły, bo byłam na skraju wytrzymałości z sama sobą, ale wiem, że nie są konieczne. Wszystkim takim jak ja życzę wytrwałości, nie poddawajcie się, a życie będzie spokojniejsze ;)
jeszcze nigdy nie pisałem na forum ale to ciekawe co piszecie.Mam podobny problem ale przeważnie wydaje mi się że ja jestem ok.Dopiero gdy minie trochę czasu dochodzę do wniosku że zbyt mocno ranią moje :ostro dobrane: słowa.Potem jest mi głupio i czuję się z tym żle.
Mój problem polega na tym że nie potrafię reagować spokojnie.Im bardziej znam kogoś tym bardziej dosadnie w moich kłótniach mu dowalam.Zapominam o tym że po tym czasie życie toczy się dalej i że tak na dobrą sprawę to tylko sobie szkodzę w ten sposób.Zupełnie nie wiem dlaczego mały problem urasta we mnie do rozmiaru, który staje się moją obsesją.Podświadomnie i jak automat mówie żeczy i układam w precyzyjny sposób zdania aby zabolało.Jest mi póżniej bardzo przykro i wstyd.
Wszystko co mnie otacza ,nie cieszy mnie.Na wszystko mam swoje wytłumaczenie,jestem ponury,bez ambicji,ciągle zmęczony i zamyślony.Powoli widzę jak ludzie odwracają się odemnie.W rozmowie potrafię zdołować każdego a i jeżeli tylko chcę pocieszyć .Daję rady ludziom często im to chyba pomaga sam jednak jestem kimś kim nigdy nie chciał bym być.Nie radzę sobie z tym.Nie raz mam myśli samobójcze ,myślę wtedy że gdyby mnie nie było to ludzim żyło by się lepiej że nic nie wnoszę w ten świat.Nie chodzi mi o to że planuję samobójstwo ,analizuję je i wyobrażam plusy i minusy.Mam dzieci które bardzo kocham i one mnie też ,mam żonę która mnie znienawidziła i ja ją też, choc czasem bywa dobrze ale jest to tak krótko. .Boję się że nie będę przykładem , mój syn albo córka mogą zarazić się odemnie tym jaki jestem.Sam siebie nie lubię .Żona mówi że we mnie jest dwie osoby.Czasem wiem że tak jest naprawdę .Anioł i diabeł.Jakoś nie potrafię Miej więcej co pól roku przemieniam się zapominając kim nie chciał bym być.
Dużo myślę i ciągle i bez przerwy.Wszystko analizuję i w efekcie na końcu analizy dochodzę do wniosku że to wszystko co mnie otacza jest bez sensu i bez znaczenia,że życie na ziemi trwa tak długo i że jedyne co ciągle się powtarza przez pokolenia to ;smutek, choroby ,czasem radości a i obawy że będzie żle .Wydaje mi się że zycie jest jak żarówka.Nie wiadomo kiedy się spali . nawet jeśli to można ją wyrzucić i w jej miejsce wstawić następną bez pamięci o poprzedniej.Chciałbym nie myśleć aż tyle ,nie myśleć o tylu żeczach na raz.Mam tego dosyć .Analizuję wszystko i wszystkich jestem wyjątkowo krytyczny do siebie i wszystkiego co mnie otacza.Zarażam wręcz smutkiem.
Kiedyś byłem wesoły miałem mnustwo przyjacół.Udało mi się bez niczyjej pomocy samemu uczciwie ,ciężko pracując ,zarobić na wybudowanie domu.Mażyłem o nim gdy byłem jeszcze dzieckiem.Swiat mi się wali .Jak mozecie to pomóżcie.Ja się boję tego co się ze mną dzieje.Jestem jak maszyna,.
jeszcze z nikim nie rozmawiałam o moim poważnym problemie mam na imie kamila mam17 lat moj problem jest taki ze wybucham w złść rzucam wszystkim co mam pod reka uzywam słow wulgarnych i strasznie przykrych dla bliskich i pozniej załuje i płacze .mam chłopaka i naj bardziej mnie wkurza to ze patrzy na inne dziewczyny i mu zakazałam sie patrzec i on tego nie robi mowie mu ze ta sypiałi z tamta ze mnie zdradza .a jak sie spojrzy to robie mu straszna awanture i rzucam i bije go czasami groze ze jak sie spojrzy jeszcze raz to sie zabije miałam jedna probe samobujcza i szpital skierowałmnie do pschiatry ale tam nie poszłam bo wstydziałam rozmawic o moich problemach psichicznych czasami mam ochote sie zabic ale boje sie tego zrobic . sprawdzam sms mojemu chłopakowi i jak jest jakis sms od kolezanki to sie tak wkurzam jak by szatan we mnie był połykam tabletki ketanol garsciami nie wiem co mam zrobic na prawde nie chce byc taka ale jest coraz gorzej ze mna ze czasam jak sie wk***** to wale głowa w mur albo wyrywam włosy i sie boje o tym rozmawiac w cztery oczy np jak u psychologa i psichiatry nawet o filmy jestem zazdrosna prosze opomoc
Witaj Kamilo!
Im szybciej zdecydujesz się na terapię tym szybciej dasz sobie i swojemu chłopakowi szansę na normalny związek. Twoja podejrzliwość jest trudna dla Was obojga, a na pewno ma jakąś konkretną przyczynę np. nierozwiązane konflikty z przeszłości.
Podobnie Twoje zachowanie, chociaż krzywdzące dla najbliższych ma jakieś źródło. Ważne jest przede wszystkim to, że próbujesz je odkryć i zmienić.
Nie wstydź się kontaktu z lekarzem ani psychologiem. Kompetentny specjalista pomoże Ci wyjść na prostą i będzie wobec Ciebie życzliwy. Jeżeli to by Ci ułatwiło rozmowę z lekarzem to wypisz sobie wszystko co chciałabyś mu powiedzieć na kartce, a podczas spotkania ją przeczytaj. Może warto poprosić Twojego chłopaka o wsparcie podczas wizyty u lekarza?
Pozdrawiam Ciebie serdecznie, życzę powodzenia!
Witam
Poszukuję Psychiatrę KSIĘDZA najlepiej z dolnego Śląsku.
Jeżeli zna ktoś takiego to proszę o informację.
Tomek
Witam,
mam podobny problem z wybuchami złości i trudnym charakterem. Czy można sobie samemu poradzić z tym, czy trzeba sięgnąć po poradę lekarska? Bo jestem za granica i nie mam czasu/możliwości na psychoterapie.
Do Kamili i osoby za granicą. Nie jestem specjalistą ale mi wizyta u psychiatry bardzo pomogła nie w sensie wyleczenia ale trzeba sobie powiedzieć kiedyś, że ma się problem i zacząć go rozwiązywać. Ja mam to samo z dziewczyną, mówi mi, ze się gapie itd. po alkoholu zaczyna mnie zawsze wyzywać itd. I ja wiem, że też nie jestem święty ale i ona i ja potrzebujemy pracy nad swoim charakterem. A to trwa bardzo długo, to nie jest tak, ze mówimy sobie stop i wszystko jest ok. Za granicą jeśli nie ma psychoterapii to mój kolega mimo, że za bardzo nie był wierzący, to jednak zaczął się spotykać z Polakami w niedzielę oni zawsze coś organizowali po mszach. Jeśli to nie jest gang motocyklistów albo samych facetów i alkoholu to takie rozmowy pomagają. Zacznijmy coś robić i ciągle myślmy o swoim postępowaniu. Bardzo pomaga hobby. Ja np malowałem modele samolotów. Komputer i gry odpada. Może jakiś forum tematyczne? Teraz można stać się ekspertem nie wychodząc z domu. JA mam 24 lata i też miałem napady złości ale zacząłem pracować w tym sensie, że staram się patrzeć oczami drugiej osoby co ona myśli o mnie i co mogę jej dać.
Kolego dzięki za cenne słowa, od dłuższego czasu myślę, że jak wrócę z zagranicy to coś muszę z tym zrobić. Tylko, że ja też staram się patrzeć oczami tej drugiej osoby, ale czasem to aż mnie to zamęcza, bo jeśli znowu wybuchnę, to potem mam tak okropne wyrzuty sumienia, że jeszcze mi z tym gorzej. Powiedz mi proszę, czy długo tak walczysz? Czy widzisz jakieś efekty? Bo ja to po prostu czasem zaczynam z rozpaczy nadużywać alkoholu... mimo, że jestem niewiele młodsza od Ciebie. Z obcymi ludźmi sobie radzę, najgorzej z najbliższymi, czasem tak mnie denerwują, samym zaszeleszczeniem papierka. Czy swój charakter można zmienić?
Witam wszystkich,
Mam 30 lat, jestem mężatką i matką 5 letniej dziewczynki. Podobnie jak cudko, mam problemy z niepohamowaną złością, która kończą się krzykami z mojej strony. Złoszczę się na mojego męża albo na jego matkę, która mieszka z nami. Za każdym razem mam wyrzuty sumienia, przepraszam i cierpię. Szukam pomocy w literaturze specjalistycznej i artykułach. Najbardziej spokojny okres miałam w okresie maturalnym, jak uprawiałam yoge.
Mąż mówi mi, że jesteśmy niedobrani- ja wariatka, która awanturuje się o byle co i on spokojny jednak jak się wkurzy i obraża to na długo. Mówi, że żyje na huśtawce zmiennych nastrojów, że jestem nieprzewidywalna, i jak bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Pochodzę z rodziny wykształconej; matka z wysoka pozycja w budżecie i ojciec nauczyciel. Rodzinka na pokaz, bo w rzeczywistości matka awanturnica, wyładowująca swój stres na ojcu, który uciekał z domu i szukał ukojenia w alkoholu. Kolo, które zamykało się pretensjami mojej mamy. Nigdy nie widziałam mamy czułej wobec ojca, całe życie go poniżała. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę taka jak ona. I teraz po części historia się powtarza, jedyna różnica, że zdaję sobie sprawę, że mam poważny problem.
Mieszkam zagranicą (myślę, że podświadomie tak kierowałam swoim życiem, żeby być jak najdalej od kłótni rodziców). Teraz kroi mi się serce jak patrze na moje maleństwo i zdaje sobie sprawę z tego co robię i spuszczam oczy, ze wstydu przed naszymi sąsiadami.
Proszę o pomoc.
Po tych kilku tygodniach, prawie miesiącach mogę spokojnie przyznać, że dziękuję, że tak się złożyło, że byłam u psychologa, psychiatry. Czuję się lepiej, moje życie powoli staje się bardziej uporządkowane i nie tylko z zewnątrz. Coś zmieniło się we mnie, w moim sposobie myślenia o pewnych sprawach. Gdy dzieje się coś stresującego, godzę się z tym. Biorę głęboki oddech, albo robię przerwę (np. idę zrobić herbatę) i dopiero na spokojnie zastanawiam się, jak sprostać temu, co właśnie się wydarzyło i jak sobie poradzić. Nie czuję się wariatką, ale powoli dochodzę do siebie, takiej jakiej nie znałam nigdy wcześniej, a z jakiej jestem niezmiernie zadowolona. Nie łudźcie się jednak, że jest łatwo. Potrzeba wysiłku, ale i pomocy ze strony lekarza, który po to jest. Leki? Nie wiem, w moim przypadku pomogły, bo byłam na skraju wytrzymałości z sama sobą, ale wiem, że nie są konieczne. Wszystkim takim jak ja życzę wytrwałości, nie poddawajcie się, a życie będzie spokojniejsze ;)
I przy okazji Wesołych Świąt ;)
jeszcze nigdy nie pisałem na forum ale to ciekawe co piszecie.Mam podobny problem ale przeważnie wydaje mi się że ja jestem ok.Dopiero gdy minie trochę czasu dochodzę do wniosku że zbyt mocno ranią moje :ostro dobrane: słowa.Potem jest mi głupio i czuję się z tym żle.
Mój problem polega na tym że nie potrafię reagować spokojnie.Im bardziej znam kogoś tym bardziej dosadnie w moich kłótniach mu dowalam.Zapominam o tym że po tym czasie życie toczy się dalej i że tak na dobrą sprawę to tylko sobie szkodzę w ten sposób.Zupełnie nie wiem dlaczego mały problem urasta we mnie do rozmiaru, który staje się moją obsesją.Podświadomnie i jak automat mówie żeczy i układam w precyzyjny sposób zdania aby zabolało.Jest mi póżniej bardzo przykro i wstyd.
Wszystko co mnie otacza ,nie cieszy mnie.Na wszystko mam swoje wytłumaczenie,jestem ponury,bez ambicji,ciągle zmęczony i zamyślony.Powoli widzę jak ludzie odwracają się odemnie.W rozmowie potrafię zdołować każdego a i jeżeli tylko chcę pocieszyć .Daję rady ludziom często im to chyba pomaga sam jednak jestem kimś kim nigdy nie chciał bym być.Nie radzę sobie z tym.Nie raz mam myśli samobójcze ,myślę wtedy że gdyby mnie nie było to ludzim żyło by się lepiej że nic nie wnoszę w ten świat.Nie chodzi mi o to że planuję samobójstwo ,analizuję je i wyobrażam plusy i minusy.Mam dzieci które bardzo kocham i one mnie też ,mam żonę która mnie znienawidziła i ja ją też, choc czasem bywa dobrze ale jest to tak krótko. .Boję się że nie będę przykładem , mój syn albo córka mogą zarazić się odemnie tym jaki jestem.Sam siebie nie lubię .Żona mówi że we mnie jest dwie osoby.Czasem wiem że tak jest naprawdę .Anioł i diabeł.Jakoś nie potrafię Miej więcej co pól roku przemieniam się zapominając kim nie chciał bym być.
Dużo myślę i ciągle i bez przerwy.Wszystko analizuję i w efekcie na końcu analizy dochodzę do wniosku że to wszystko co mnie otacza jest bez sensu i bez znaczenia,że życie na ziemi trwa tak długo i że jedyne co ciągle się powtarza przez pokolenia to ;smutek, choroby ,czasem radości a i obawy że będzie żle .Wydaje mi się że zycie jest jak żarówka.Nie wiadomo kiedy się spali . nawet jeśli to można ją wyrzucić i w jej miejsce wstawić następną bez pamięci o poprzedniej.Chciałbym nie myśleć aż tyle ,nie myśleć o tylu żeczach na raz.Mam tego dosyć .Analizuję wszystko i wszystkich jestem wyjątkowo krytyczny do siebie i wszystkiego co mnie otacza.Zarażam wręcz smutkiem.
Kiedyś byłem wesoły miałem mnustwo przyjacół.Udało mi się bez niczyjej pomocy samemu uczciwie ,ciężko pracując ,zarobić na wybudowanie domu.Mażyłem o nim gdy byłem jeszcze dzieckiem.Swiat mi się wali .Jak mozecie to pomóżcie.Ja się boję tego co się ze mną dzieje.Jestem jak maszyna,.
Dodaj nowy komentarz