- abcnerwica.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Mąż zaczął oglądać filmy pornograficzne. Chyba się uzależnił. Czy ja tylko wyolbrzymiam problem?
Mąż zaczął oglądać filmy pornograficzne. Chyba się uzależnił. Czy ja tylko wyolbrzymiam problem?
Mam 26 lat i od 7 lat jestem w związku małżeńskim. Mamy z mężem dwójkę wspaniałych dzieci. Do tej pory układało nam się dobrze, dopóki w zeszłym roku nie kupiliśmy komputera i nie natknęłam się na filmy pornograficzne, które oglądał mój mąż. Dotąd twierdził, że takie filmy go nie interesują, a to, co zobaczyłam na tych stronach pornograficznych przeraziło mnie. Jestem przeciwniczką oglądania takich filmów, po prostu mnie brzydzą, pokazują seks od zupełnie innej strony, tej ohydnej. Zrobiłam mężowi karczemną awanturę. Chociaż miałam wszystko czarne na białym, on twierdził, że to pomyłka itp. Kłamał w żywe oczy. Ale po czasie pogodziliśmy się i stanęło na tym, że nigdy się sytuacja nie powtórzy. Jednak we mnie coś pękło.
Mój kochany, wręcz idealny, mąż stał się w moich oczach obcy. Ciągle mam przed oczami te filmy i wyobrażam sobie mojego męża, jak te wszystkie ohydne rzeczy ogląda. Stało się to moją obsesją. Nasze życie seksualne prawie legło w gruzach. Wszelkie "nowości", które chce w łóżku wypróbować mój mąż, są odbierane przeze mnie negatywnie. Wyczytałam na jednym z forum, że filmy pornograficzne są oglądane przez większość facetów, i to jest normalne, bo faceci są wzrokowcami. Ale ja nie potrafię tego faktu zaakceptować.
Nie mogę zaakceptować tego, że zdrowy, normalny facet patrzy na wyuzdany seks, zaspokaja się tym, a potem udaje, że jest podniecony żoną. Kiedy więc mój mąż zaproponował mi, żebym założyła na wieczór długie kozaki i spódniczkę mini, w głowie odezwał mi się alarm. Bo wiem, że to nie ja go podniecam, bo musi widzieć to, co na filmach.
Na komputer wykupiłam program blokujący takie strony i wiem, ze próbował wejść na te strony parokrotnie, jak mnie nie było w domu. Wydaje mi się, że jest uzależniony. Chciałabym odzyskać dawnego męża i to poczucie bezpieczeństwa, ale boję się, że utraciłam je bezpowrotnie. Ciągle wydaje mi się, że jak wychodzę z dziećmi, to on szuka sposobu, by takie filmy oglądać. Czy wpadłam w paranoję? Mąż też nie jest czuły jak dawniej, taki obojętny. Coraz częściej wytyka mi moje wady, choć wie, że mam powodzenie u mężczyzn. Zarzuca mi zdradę... Czyżby miał coś na sumieniu? Prosze o pomoc.
Szanowna Pani.
Za normę uważa się generalnie to, co robi większość, aczkolwiek uciekanie się do pornografii, w moim odczuciu, normą nie jest. Jest to uzależniające i niebezpieczne dla Państwa relacji, dlatego Pani niepokój, wstręt do męża, współżycia itp. są jak najbardziej uzasadnione. Jeżeli Pani nie toleruje tego typu zachowań, to Pani mąż powinien to uszanować.
Podstawą szczęśliwego, satysfakcjonującego związku jak i pożycia seksualnego, jest wzajemne zaufanie. Proponowałabym Pani porozmawiać z mężem o swoich wątpliwościach, jak i o świadomości, że mąż może być uzależniony (próby wejścia na strony pornograficzne pod Pani niebecność w domu). Uzależnienie od pornografii jak i sama świadomość, że żona wie, a nie zgadza się na takie zachowania, są dla mężczyzn krępujące. Dlatego szczera rozmowa to podstawa rozwiązania tego problemu.
Proponowałabym przedstawić mężowi artykuły na temat pornografii, uzależnienia od jej oglądania i tego, w jaki sposób niszczą związek. Jest wiele wartościowych publikacji na ten temat dostępnych w Internecie. Rzeczywiście bardzo powszechna jest opinia, "że to jest normalne", dlatego musi być Pani przygotowana na pojawienie się takich argumentów.
Druga sprawa to spotkanie z psychologiem, do którego Panią namawiam. Najlepiej, gdyby udali się Państwo razem do psychologa, który specjalizuje się w terapii małżeńskiej. Nie ulega wątpliwości, że problem jest poważny i rozmowa ze specjalistą pomogłaby Państwu w tej sytuacji najlepiej.
Łączę pozdrowienia!









Jestem 45-letnim mężczyzną. Lubiłem pooglądać amatorskie (wyłącznie) porno w internecie. Ponieważ mam problemy nerwicowe, postawiłem sobie szlaban na tego rodzaju "rozrywkę", jak na razie do Świąt. Po upływie kilku miesięcy mogę powiedzieć, że prawdopodobnie już nie wrócę do ich oglądania, bo niekorzystnie wpływały na mój stan emocjonalny (nadmierne pobudzenie i permanentna koncentracja na sprawach erotycznych) i pożycie seksualne (myślenie w kategoriach bicia rekordów olimpijskich). Pozdrawiam
Czy to, że spragniony nowych odkryć mąż, wchodzi kilka razy na strony pornograficzne to już uzależnienie?
Moim zdaniem raczej nie. Jest to raczej wołanie o wolność, próba wyzwolenia się z kulturowych granic wyznaczonych przez lata indoktrynacji. Podczas tej właśnie próby napotykamy tutaj jednego z przeciwników - zakłamanie.
Pani mgr Paulina twierdzi, że pornografia niszczy związek. Pomija przy tym fakt, że twórczo wykorzystana może jego podporą,
a nawet budulcem. Znam wiele par czerpiących z tejże garściami, co pomaga urozmaicić oraz wzmocnić więź kochanków.
Ta sama pani mgr pisze: "Jest to uzależniające i niebezpieczne dla Państwa relacji, dlatego Pani niepokój, wstręt do męża, współżycia itp. są jak najbardziej uzasadnione."
Można się zgodzić tylko z jednym - jest to niebezpieczne dla tej relacji.
Jak można twierdzić, że mąż był idealny skoro wcale go Pani nie znała? Co najwyżej znała Pani jego połowę - tę jasną, wyimaginowaną - jak widać nie ma ona wiele wspólnego z rzeczywistością.
Pełnia człowieczeństwa polega na zmierzeniu się z własnym Cieniem, zejściu do Podziemi i znalezienia tam Zdroju Życia. Pani mąż właśnie rozpoczął wędrówkę - dobrze radzę się do niej przyłączyć :)
Pozdrawiam.
Parę razy - nie, ale jeśli robi to pomimo wyraźnego sprzeciwu małżonki - to albo nie liczy się z odczuciami żony, albo jest to przejaw uzależnienia.
Mówimy o sytuacji, w której żona czuje wstręt do pornografii, a mąż po kryjomu z niej korzysta. To raczej trudno nazwać budującym dla związku. Proszę zwrócić uwagę na aspekt kłamstwa i rozbijania tym samym poczucia zaufania.
Łączę pozdrowienia
Jestem w niformalnym zwiazku od prawie 6 lat,mezczyzna,z ktorym sie spotykam jest wolny i nigdy nie byl zonaty ani tez nie ma dzieci.Ja jestem matka 2 dzieci.Faktem jest ,z on oglada filmy porno,ale na poczatku naszej znajomosci robil to znacznie czesciej. Zdradzal mnie,wiec poprostu od niego odeszlam musialam pobyc sama aby przemyslec jego i moj problem.Dzisiaj probujemy od nowa,tylko ja juz sie nie denerwuje,akceptuje jego innosc i to powoduje,ze czesciej robimy rozne inne rzeczy.Mamy wspanialy sex ,ale tylko we dwoje ,choc kiedys slyszlam o jego wielkich marzeniach ,trojkatach etc.dzisiaj juz do tego nie wraca,bo to nie robi na mnie wrazenia,a jak oglada porno to ja ide do sypialni i czytam ksiazke..mija kilka minut i on juz jest obok.Odkad nie robie mu wyrzutow ,szanuje jego potrzeby i zapewniam o tym,ze kocham go bez wzgledu na wszystko on sie zmienia.Uprawiamy sport i kiedy on robi cokolwiek innego poza swoimi slabosciami( czyli porno i rozmowa o sexie) ja zawsze go chwale,ciesze sie kazda chwila spedzona z nim i wychodze do kina z kolegami nie ma we mnie zadnej urazy do jego slabosci ale ja jestem "swieta" nie pociagaja mnie inni mezczyzni,jednak z nim jestem bardzo otwarta i on wie,ze umiem okreslic moje granice nie krytykujac jego zachowañ czy potrzeb.
KOCHAM GO TAKIEGO JAKIM JEST,BO ON NIE ROBI NIKOMU KRZYWDY ,NAJWYZEJ SOBIE ,A JA ROBIE TO NA CO JA MAM OCHOTE,CZY MU SIE TO PODOBA CZY NIE I ZAPEWNIAM,ZE NIE MA TONIC WSPOLNEGO Z JEGO POTRZEBAMI.
NAJWAZNIEJSZE ,ZEBY KAZDY BYL SZCZESLIWY WG SWOICH ZASAD,KTO POWIEDZIAL,ZE OGLADANIE PORNOGRAFI JEST SZKODLIWE ? TIO TAK JAK ALKOHOL JA LUBIE DOBRE WINO,I ROZNE DOBRE TRUNKI,ALE NIE JESTEM ALKOCHOLICZKA. MOJ PARTNER LUBI PORNO FILMY,ALE JA POKAZALAM MU ZE NIE MA W TYM NIC ZLEGO TYLKO MOZNA W TYM CZASIE ROBIC ROWNIEZ COS INNEGO.JEZDZIMY KONNO,GRAMY W TENISA,NURKUJEMY I UPRAWIAMY WSPANIALY SEX A POZNIEJ SIE PRZYTLAMY JAK DWA MALE KOCIAKI....
JESTESMY SCZESLIWI BO ZAAKCEPTOWALISMY NASZA INNOSC
Nie rozumiem, jakie stanowisko Pani utrzymuje. Albo człowiek ma problem, albo go nie ma. Pewnie jest to indywidualne. Ale dlaczego to, że partner spędza swoją energię seksualną przeznaczoną dla partnerki na masturbacji przy filmach porno, uznaje Pani "czasem" za "normalne"?
Rozumiem mężczyznę samotnego, który potrzebuje tego rodzaju doznań do uzyskania poziomu podniecenia potrzebnego do masturbacji. Ale nie wiem, czemu mężczyzna - partner życiowy, który chce tworzyć więź z kobietą ucieka się do takich praktyk. Moim zdaniem ma poważny problem. Brak akceptacji siebie, poczucie bycia ocenianym, oceniania partnerki, nie wchodzenie głębiej w relacje międzyludzki, wręcz brak umiejętności ich tworzenia. Co jest następstwem braku czegoś w dzieciństwie i nieumiejętności dania sobie tego w dorosłości. Nie radzenia sobie z własnym "ja" i brakiem akceptacji siebie. No i dalej uzależnieniem od pornografii, później w ogóle endorfin, narkotyków, imprez kilkudniowych, adrenalinogennych wydarzeń w życiu, alkoholizmu itp. itd....
Mam rację? Pewnie po części tak, po części nie. Bo każdy jest inny, a wszystkie problemy wynikają z nieumiejętnego wychowania.
????????
Hmmm....Przyznam się, że Pani/Pana wypowiedź dała mi do myślenia, a jednocześnie narzuca mi wiele pytań. Z tego tekstu wynika, że pomimo tego, że jestem przeciwniczką filmów pornograficznych, mam się zgadzać na to by mój mąż je oglądał? Czyli najlepiej żebym zamknęła oczy i przyłączyła się do męża? Nie rozumiem jak można w "twórczy" sposób wykorzystać filmy pornograficzne w związku by były podporą? Kiedy zobaczyłam, że mój mąż ogląda film pornograficzny, w którym umięśniony facet wciska w odbyt partnerki penisa a ta krzyczy w niebo głosy...Chryste Panie, o czym my mówimy? To jest ten "budulec" o którym Pan/Pani pisze? Na jakich relacjach będziemy opierać nasz związek??? Zaznaczyłam też w moim liście fakt, że mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Starszy syn ma 7 lat. Korzysta już z komputera i internetu. Co jeśli natknie się na "pocieszającego się" tatusia? Lub na strony, z których tatuś korzysta? Miała u nas miejsce taka sytuacja, że syn w zeszłym roku podszedł do mnie i powiedział : wiesz mamo, tata jak ty byłaś w pracy zamknął się w pokoju i oglądał gołą panią. Mąż się tłumaczył później, że drzwi zamknął żeby nie było przeciągu, bo wietrzył pokój, a goła babka to reklama. Dzisiaj znam prawdę i nóż mi się otwiera w kieszeni! Nie zdziwiłabym się, gdyby za kawalera takie filmy oglądał. Ok, nie ma partnerki itp. Ale przecież mogło by się zdawać, że brałam na męża osobę odpowiedzialną, która zapewni poczucie bezpieczeństwa mi i naszym dzieciom... Bo to właśnie one są ważne. Przecież nigdy nie stroniłam od seksu i to nie jest tak, że ja tylko "po bożemu", ale wszelkie nowe rzeczy, które wprowadzaliśmy w nasz związek rodziły się pod wpływem impulsu. Było wiele miłości, czułości a teraz jest tylko seks, numerek. Nie ma już tego ognia podniecenia w jego wzroku, które tak mnie rozbrajały. I to jest relacja? Jakiś jednak problem istnieje- przykład- wypowiedział się 45-letni mężczyzna, który otwarcie przyznał się do uzależnienia od tego typu pocieszaczach, dla mnie to jest alarm, by ratować nasz związek, tylko opadłam z sił, bo nie wiem jak? Tak, ma Pan/Pani rację, że nie znałam tak naprawdę swojego męża, jego ciemnej strony i to mnie tak naprawdę zbiło z nóg. Co ma Pan/Pani na myśli pisząc:Pełnia człowieczeństwa polega na zmierzeniu się z własnym Cieniem, zejściu do Podziemi i znalezienia tam Zdroju Życia. Pani mąż właśnie rozpoczął wędrówkę - dobrze radzę się do niej przyłączyć :)
Pani Paulina ma rację, pornografia niszczy związek, tylko nie każdy to widzi. Ktoś pozbywa się sporej części seksualnej energii i dziwi się później, że życie seksualne z partnerem nie jest idealne. Jeśli odpowiada Ci, ze partner/partnerka będzie uprawiać z Tobą seks podniecając się innymi i zaspokajając seksualnie patrząc na inne ciała to Wasza sprawa, ale to pierwszy krok do zdrady, a w zasadzie już zdrada emocjonalna.
Jestem ze swoim mężczyzną od 3 lat. Problem pornografii pojawił się w momencie, gdy obudziłam się pewnej nocy i zobaczyłam go w tzw. "akcji". Przeżyłam szok. Zrobiłam awanturę. Obiecał tego nie robić, minęło kilka dni -znowu odkryłam w przeglądarce kilkanaście różnych stron. Kolejna awantura -znowu obiecał poprawę, dałam kredyt zaufania. Nie trwało to długo. Znowu znalazłam i znowu kolejna awantura. Moje poczucie wartości spadło do zera, nie czuję się 100% kobietą, jestem zniszczona psychicznie bo ciągle myślę tylko o tym. Podczas rozmowy w której zaczęłam drążyć temat- Powiedział, że robi to od 13-tego roku życia po kilka razy dziennie, że odkąd jesteśmy razem robi to na okrągło. Zadałam mu wtedy pytanie "czy robiłeś to podczas tego, gdy ja się kąpałam i wiedziałeś, że będziemy uprawiać sex?" - odpowiedział "tak bo nie chciało mi się czekać". Czy to jest normalne?? Po tej awanturze, gdy wyznałam mu co czuję, skruszony obiecał tego nie robić. Minęło kilka dni i znowu miałam wciskany kit prosto w żywe oczy. Zaczęłam się pakować, wtedy zaczęło się klękanie i błaganie, żebym została, bo jestem dla niego wszystkim. Dałam szansę. Jaki rezultat? Ponownie kit w żywe oczy.
Jestem już totalnie zmęczona...nie czuję się atrakcyjna, czuję się podle. Wczoraj znowu była kolejna awantura - powiedział, że tego nie ogląda, że stara się z tym walczyć, padło wiele złych słów. Ale tym razem poszło o jego kumpla, ja staram się wyciągnąć swojego faceta z tego amoku, a jego kumpel mu podaje pod nos (sprawdzałam archiwum gg). Znowu zadyma po której w pewnym momencie powiedziałam dosyć i po prostu poszłam spać. Przyszedł i zaczął przepraszać. Zdenerwowało mnie to, że nie potrafi się odciąć od tego wszystkiego, że dla niego liczy się opinia kolegi, bo jak on to nazwał "uznają mnie za nienormalnego". Stwierdził, że leczy się z tego. W moim przekonaniu powinien po prostu powiedzieć, że nie interesują go takie rzeczy i poprosić aby ich nie wysyłał owy kolega. Moim zdaniem powinno to wynikać z faktu samej chęci leczenia.
Zrobiłam się przez to wszystko agresywna, nie ufam mu pod żadnym kątem, przez to moje uczucie wygasa, nie kocham go tak jak dawniej.
Owszem nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Ale Cytuję "Czy to, że spragniony nowych odkryć mąż, wchodzi kilka razy na strony pornograficzne to już uzależnienie?"-uważam, że tak, bo od tego się zaczyna.
Podzielam zdanie autorki listu. Ja doświadczam tego na własnej skórze, i wiem, że Pani mgr. Stolorz ma rację, tylko teraz pozostaje jedna kwestia -aby pomóc mężczyźnie wyjść z tego, nie należy najpierw zacząć od naprawienia samej siebie? Jeżeli ja jako kobietą i kobietą, która pisała swój list mamy podobne odczucia-nie będziemy w stanie pomóc swoim mężczyznom, jeżeli nie naprawimy samych siebie-aby móc podejść do problemu racjonalnie.
Na koniec załączam wycinek z artykułu który znalazłam w internecie pt. "prawda o pornografii".
Cytuję: "Pierwszy krok na drodze do uzależnienia to wciągnięcie się. Człowiek, który po raz pierwszy, zazwyczaj przypadkowo, zetknie się z pornografią, automatycznie doświadczy seksualnej przyjemności, stymulowanej przez pornograficzne obrazy. Jeżeli regularnie będzie sięgał do tych podniet i te doznania powtarzał, wtedy jest już prosta droga do...
...eskalacji. Oprócz tego bowiem, że człowiek pod wpływem pewnych bodźców odczuwa przyjemność, podlega jeszcze mechanizmowi adaptacji, czyli - przyzwyczajania się. Erotyczne zdjęcie obejrzane sto razy przestaje oddziaływać erotycznie. Potrzebne są więc nowe bodźce. Zaczyna się szukanie czegoś mocniejszego, innego, nietypowego. Następuje...
...stępienie norm. To, co początkowo było łamaniem pewnych tabu i wewnętrznych zasad, wydawało się szokujące, z czasem staje się coraz bardziej normalne, zwyczajne. Perwersja wciąż pobudza seksualnie, ale pod względem obyczajowym, moralnym, wydaje się już oswojona, akceptowalna. Taki konsument może w tym stadium zacząć traktować pornografię jako zwyczajny składnik życia, coś w rodzaju "kupić: chleb, mleko, masło i hustlera". Zupełnie naturalnie z tego etapu przechodzi się do kolejnego, którym jest...
...wprowadzanie fantazji w czyn. O ile podczas detoksykacji można z organizmu człowieka usunąć szkodliwe substancje, o tyle mózgu nie da się "zresetować": obrazy, wspomnienia pozostają i ciągną się za człowiekiem jak niechciany balast. Nic więc dziwnego, że uzależnieni od pornografii brną w nią i nierzadko popełniają przestępstwa na tle seksualnym. O tym zaś, że istnieje korelacja między używaniem pornografii a dopuszczaniem się gwałtów czy zabójstw, mówią różnojęzyczne opracowania naukowe dotyczące terapii "seksoholików". "
Jeżeli szanowna autorka listu jest zainteresowana rozmową zapraszam pod nr gg 10397185.
Dobry wieczór wszystkim. Otóż od pewnego czasu u mnie też zaistniał taki problem, ponieważ mąż ogląda strony erotyczne i przy tym się zaspokaja. Było wszystko okey dopóki nie wyjechał zagranicę, a jak przyłapałam to stwierdził, że jaj nie obetnę. Proszę o pomoc. Co mogę zrobić w tej sprawie? Odkąd o tym wiem uznałam, że szuka lepszej ładniejszej oraz takiej kobiety jak ta z tych stron nawet zagroziłam, że spać z nim nie będę ale to po nim spłynęło jakby nic. Padły również propozycje aby kochać się jak oni, ale ja tak nie chcę i powiedziałam to wprost, lecz on nalega. Czy sex w małżeństwie i nie tylko jak zależny od tych stron - brzydzę się tym, a te kobiety to nie maja żadnej godności. Proszę o pomoc, a może ze mną jest coś nie tak?
Wszystko z Tobą w porządku, ale nie w porządku jest, że mężczyźni będący w związkach zaspokajają się seksualnie innymi kobietami, onanizują się patrząc na ich ciała, dla mnie to jest zdrada emocjonalna. A to bardzo, bardzo boli.
Oglądanie stron tego typu niszczy prawdziwy seks i prawdziwa podnietę. Taki delikwent napasiony jest już przeróżnymi obrazami. Erekcja i popęd do zwyczajnej kobiety zmniejszają się, tego typu obrazy zaczynają być norma, dlatego trzeba to tępić.
Tęp, ale siebie, za głupotę. Co zrobisz z ludźmi, którzy od lat nikogo nie mają? Też będziesz ich tępić? Na tych stronach istnieje jedyna możliwość obejrzenia drugiej osoby, dlatego pornografia zwykła nie jest zabroniona, w przeciwieństwie do dziecięcej.
Czy Ty nie czytasz komentarzy. Prawo nic do tego nie ma człowieku. Pornografia to zło, które tylko niszczy, nie ma w niej nic dobrego.
Ten świat jest tak zepsuty, że te kobiety nawet zastanawiają się czy czasem one nie są w błędzie i cierpią na tym ich emocje i psychika.
A tak naprawdę powinny się cieszyć, że są nazywane nie normalnymi przez swój otwarty sprzeciw wobec pornografii. Powinny być dumne z tego, że nie są jak reszta tych skrzywionych ludzi, którzy już nie potrafią rozróżnić co jest dobre a co złe i wręcz się bawią tą głupotą.
To nie z nimi i ich wartością jest problem, tylko z tymi facetami, którzy zatracają człowieczeństwo.
Gdyby nic ich z nimi wielkiego nie łączyło, najprościej było by uznać, zgodnie z prawdą zresztą, że miała do czynienia z jakimś skrzywionym typem, niech spada.
Tyle tylko że z długoletniego związku nie odchodzi się, zamykając za sobą drzwi.
Te kobiety nie uważają, że źli są ich faceci, tylko brzydzą się ich postępowaniem, więc jeśli by się go wyzbyli, można by spróbować posklejać tą rozbita szklankę, choć może to już nie być to samo.
Ale problemem może być sam facet, musi naprawdę umieć przyznać się do błędu, z prawdziwą odwaga godną prawdziwego faceta walczyć z tym. Dziwić się kolega i co najmniej ich za chory sposób podpowiadania im, że to normalne.
Święta racja jest to okropne bo oni nie widzą w tym nic złego . Tylko nas winią że jesteśmy inne . Sądząc po własnych przeżyciach -czym więcej oglądają to ciągle szukają czegoś innego. A my się nerwowo wykończymy . Oni są zaślepieni i naiwni niestety
U nas ten problem istnieje już 11lat. Od pół roku żyjemy w separacji. Moje spojrzenie na tą sprawę jest takie, nic nie zmienimy jeśli nasi mężczyźni nie ockną się i nie będą walczyć. Można chcieć pomóc, ale czy to coś da jeśli tonący nie chwyci pomocnej doni? Taka rodzina będzie szczęśliwa, ale tylko na zdjęciu.
popieram niestety życie jest ciężkie z takim osobnikiem . Widzę że wiele kobiet ma z tym problem. Teraz wiem że to nie my mamy problem a oni sami z Sobą
Ale w jaki sposób pomóc mężowi, kiedy on sam nie widzi problemu?
Chyba tylko pozostaje pójść z nim do łóżka, poprosić żeby puścił pornosa i pokazać mu jak nieatrakcyjny jest w porównaniu z panem na filmie. Raz dwa poczuje to, co my musimy czuć.
Mam dokładnie identyczny problem i nie wiem co zrobić. Jak czytam komentarze "dotkniętych" problemem pań, mój nastrój się tylko pogarsza-z wypowiedzi wynika, że panowie nie chcą się leczyć (bo nie widzę innego rozwiązania jak leczenie i nazwanie tego chorobą). Najgorsze jest mówienie "bardzo Cię kocham, jesteś najpiękniejsza, podniecasz mnie" i jakże "oczywisty" brak chęci na seks bez obejrzenia "niewinnego" wspomagacza! Jestem załamana...
Nie łam się kochana. Ja spytałam swojego wprost - chcesz żebym zaspokajała się seksualnie podniecając innymi mężczyznami? Chcesz żebym szła do łóżka mając przed oczami bóstwo seksu z pornosa, a kiedy nie patrzysz onanizowała się podziwiając ciała innych mężczyzn?
To smutne, jak łatwo można ulec magii iluzji.
A najgorsze jest to że większość osób uważa to za normalne. Ja jestem przerażona tym co zaobserwowałam. Coraz więcej seksu, tego wyuzdanego. Telewizja, internet, gazety itp. Nikt nie ma nad tym kontroli, niby tabu i nikt nie mówi głośno o możliwości uzależnienia się. Moje życie straciło tą całą magię, Chyba jesteśmy na to skazane... A ja na dzień dzisiejszy mogłabym wymiotować na mojego obleśnego męża, który do seksu karze mi ubierać się jak dziwka (czytaj: tak jak widział na filmach porno), bo inaczej go nie podniecam.
Kiedy mężczyzna, ten sam, który nazywa siebie moim chłopakiem, który wyznaje mi miłość, współżyje ze mną i chce ze mną być i uważa, że jestem jedyna, ogląda pornografię, jest to dla mnie zdrada. Dlaczego? Dlatego, że dla mnie seks to intymność dwojga i tylko dwojga ludzi, a on o tym wie. Związał się ze mną mając świadomość mojego stosunku do tego. Jeśli mój mężczyzna zaspokaja się seksualnie patrząc na inne kobiety - JEST TO ZDRADA. Jeśli mój mężczyzna onanizuje się oglądając ciała innych kobiet, zdjęcia i filmy, które są po to by podniecać - JEST TO ZDRADA. I nie wierzcie dziewczyny, kiedy znajdujecie coś na kompie, komórce, płycie itd. w jego zapewnienia - nie wiem skąd to, albo już nie będę. Spytajcie, czy chciałby żebyście onanizowały się patrząc na ciała innych mężczyzn, gdy on tego nie widzi i szły z nim do łóżka mając w pamięci obraz o wiele atrakcyjniejszego kochanka zapamiętanego z filmu porno.
ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO ZAKŁADKI FORUM - TEMAT "PORNOGRAFIA"
Jak powiedziałam mojemu mężowi, że się masturbuje to się na mnie pogniewał i się nie odzywa, a przecież powinno być na odwrót..prawda :(
Smutne aż się chce tylko płakać.
Kiedy zakładałam ten wątek, myślałam że jestem jedyną która ma obsesję na tego typu filmy. Która robi problem z tego co normalne. Znalazłam taką stronę internetową, na której wypowiadają się osoby dotknięte tym problemem. Problem jest naprawdę poważny. Dziękuję Paniom za wypowiedzi, jest mi dużo lepiej. Tak naprawdę nikt kto nie ma tego problemu nie ma pojęcia o tym co my mówimy. Jak ciężko się żyje w takim związku kiedy partner robi z nas maszynki do seksu, a o czułości i zaufaniu możemy zapomnieć. Mój mąż robi ze mnie wariatkę że on tego nie ogląda a to tylko przez przypadek te strony porno w historii. Nie podniecam go seksualnie, nie sypia ze mną a to tylko pogarsza moje samopoczucie. Czuję się samotna z tym wszystkim. Najchętniej wyrzuciłabym komputer przez okno. Mam depresje, dla dzieci funkcjonuję na co dzień. Niedługo wracam do pracy i zagroziłam że jeśli znajdę jakieś strony czy filmy, ujawnię nasz problem rodzinie. Już mi wszystko jedno...
Nie masz obsesji. Nasze pretensje są w pełni uzasadnione. Po prostu nie chcemy być oszukiwane.
Ja mam ten sam problem co wy. Mamy dwójkę dzieci: 4 lata i 6 miesięcy. Jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Przez przypadek odkryłam oglądając historie, że mój mąż ogląda zdjęcia nagich kobiet. Co gorsza, robi to prawie codziennie. Ja zmęczona idę spać, gdy uśpię dzieci, wołam go do sypialni by się przytulic, a on zamyka się w gabinecie, bo jeszcze musi popracować. Następnego dnia sprawdzam i widzę, że oglądał znów tę samą stronę. Co więcej, zauważyłam , że wraca do zdjęć tych samych kobiet przez wiele dni. Ostatnio, gdy miał wolny dom, bo wyjechałam na cały dzień, to zaczął oglądać filmy porno, wiec to się rozwija. Wykańcza mnie ten fakt psychicznie, rozmowy nic nie dają. Kiedyś nie wytrzymałam i wszystko mu powiedziałam, że wiem o tym, że czuje do niego odrazę i niechęć a on szedł w zaparte. Robił ze mnie idiotkę, mówił , że raz przypadkowo jakieś zdjęcie mu się otworzyło. Był tak zarozumiały, że nawet nie przyznał się do tego. Powiedziałam mu, że jest dla mnie ohydny przez to i odejdę jak się to nie skończy, ale nic się nie zmieniło. Trochę mi ulżyło, że to z siebie wyrzuciłam. Dla dobra dzieci staram się z tym pogodzić i udaje, że nie wiem, choć codziennie sprawdzam i przekonuje się, że nadal ogląda te zdjęcia. To wszystko odbija się na mojej psychice i sprawia, że czuje się nieatrakcyjna. Nie ufam mu już i boje się, że może mnie również zdradzać, skoro tak kręcą go te zdjęcia.
Ja cię rozumie przechodzę to samo piekło. Niestety jest to cios w serce oni są maniakami a my ofiarami.
to smutne !
Niestety mam ten sam problem, który się pogłębia. Czy mogłabyś napisać jakąś Pani, która miała ten problem i mąż się zmienił? Czy jest to niespotykane? Przydałaby mi się jakaś szczypta nadziei. A może te Panie już nie szukają takich tematów. Naprawdę mam nadzieję, że zakończenie związku nie jest jedynym rozwiazaniem! (powiem jeszcze, że to zamartwianie się oglądaniem przez męża filmów porno, odbiło się u mnie siwizną w wieku 30 lat).
faceci to wzrokowcy i potrzebują może takiej stymulacji. Ja bym nie miała nic przeciwko, lepiej niech sobie poogląda niż jak ma gdzieś wyskoczyć...
26 lat - widocznie za wcześnie na bycie mężem i żoną, ja mam 29 lat i o tym nie myślę.
Za parę miesięcy widzę niestety rozwód - nic z tego nie będzie.
Ja przyznaję - sam takie strony oglądam i dziwie się, że inni nie potrafią uszanować tego, że kogoś mają.
witam...właśnie wczoraj przyłapałam męża na tym że zostawił po sobie ślad po tym jak się onanizował przy oglądaniu filmu porno,jestem załamana bo myślałam że w naszym małżeństwie niczego nie brakuje jestem otwarta na nowe doświadczenia nigdy nie odmawiam mężowi sexu a wręcz sama go uwielbiam...tłumaczył się że zrobił to z ciekawości ale nie wiem co myśleć i czuję obrzydzenie do tej sytuacji jak tylko o tym pomyślę...:{ pomóżcie mi to zrozumieć bo nie chce stracić męża do końca...
witam, z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że mój mąż, mimo obietnic, permanentnie korzysta z tych stron, ostatnio nawet nie ma hamulców gdy jestem w domu. Jednocześnie udaje świętoszka a gdy stanęłam obok niego i pokazałam mu w jego historii odwiedzanych stron masę pornografi, omal nie padł! po czym oświadczył, że nie ma mi nic do powiedzenia! To się nazywa hipokryzja! Martwię się o niego, bo uważam, że uzależnił się od tak prymitywnych bodźców wywołujących emocje, z drugiej zaś strony zaczyna on we mnie wzbudzać wstręt... niestety taka prawda. Nasz związek przeżywa wielki kryzys, kto wie czy nie jest to nasz koniec, bo ja nie akceptuję jego pornograficznych sesji a on mi wmawia, że... znajduje na zawołanie powody, dla których jest nieszczęśliwy, ale sam na to nieszczęście ma tylko jeden lek:PORNO!!! nie mam siły prosić mądrego człowieka o zaniechanie swych sesji, jesteśmy jak się okazuje z innych planet.
Przeczytałam z uwagą poprzednie posty, płakać mi się chce... bo z ciepłego męża obok mnie w łóżku nie ma śladu, teraz leży obok mnie "zimny drań". Obydwoje jesteśmy po 50-tce, dorosłe dzieci, problemy dnia codziennego... apodyktyczny charaker męża... Ten związek jest moim drugim, jego też. poznaliśmy się w 2007 roku i wtedy świat był koloru różowego. Od ok roku nasz seks w niczym nie przypomina wcześniejszych chwil rozkoszy, które dla mnie były twórcze w naszym związku. Mąż jest stałym bywalcem stron porno, seks. Kiedyś tylko podczas mojej nieobecności, teraz zdarza mu się np od rana w weekend(do czego się oczywiście nie przyznaje). Dla mnie jest to totalnie nieakceptowalne! Tym bardziej, że stracił w moich oczach wszystko, co sprawia, iż mu ufałam. Oczywiście moja kobiecość cierpi najbardziej. Jestem atrakcyjną kobietą, nie raz widzę na sobie wzrok innych mężczyzn... jednak dla mnie ten jeden jest najważniejszy i nie wyobrażam sobie abym mogła dać upust swoim potrzebom w tak prymitywny sposób, jakim jest zaspakajanie potrzeb erotycznych wirtualnie, albo w realu z innymi, zarobkującymi w ten sposób, znaleźć sobie kochanka! Mąż zbywa mnie obraźliwą kpiną i drwi ze mnie przy każdej próbie znalezienia porozumienia. Przykre, wręcz beznadziejne. Nasze małżeństwo, przy innych codziennych, czasem niełatwych drobiazgach, urastających do problemu; jest jednym wielkim konfliktem. Jego egoizm w zaspakajaniu swoich potrzeb, powoduje we mnie blokadę, którą nie da się usunąć na pstryknięcie palcem. Tęsknię za jego ciepłem, fascynacją mną... a nie obrazem z pornusa. Jest zimny jak lód, zdarza się nawet, że próbuje traktować moje ciało instrumentalnie, co wzbudza we mnie odruch wymiotny. Wiele nas dzieli, ale też wiele nas łączy i nie mogę uwierzyć, że inteligentny człowiek, nie rozumie(nie próbuje, nie chce) zrozumieć jaką mi krzywdę wyrządza, a co za tym idzie, jak destrukcyjnie wpływa na nasz związek. Szydzi z mojego kiepskiego stanu emocjonalnego. Jestem bliska odejścia... on uważa(jak w poprzednich postach), że jestem nienormalna, ale od kilku miesięcy mam sesje u terapeuty i wiem, że mam prawo domagać się od mojego męża szacunku dla mnie. Szacunku płynącego z serca a nie z perfidnego działania, by zaspokoić swoje płytkie żądze! Zgadzam się z innymi kobietami, które jak ja, pragną ciepła i spokoju, ale nie tego z ekranu monitora, lecz tego prawdziwego z wnętrza mojego mężczyzny! Boli najbardziej to, że życie jest naprawdę piękne, tylko trzeba je "podlewać" jak roślinkę na parapecie... a skoro najbliższa mi osoba "podlewa nie tę doniczkę... to jest to dla mnie jednoznaczne z poniżaniem mnie i brakiem elementarnego oddania osobie najbliższej tego, co w małżeństwie najważniejsze. Zdrada ma różne twarze... jednak zawsze też swój początek, w moim małżeństwie początek nastąpił szybko... koniec jest pewnie blisko!
Odpisuję jakby sobie samej, bo teraz się zarejestrowałam i przynosi mi to ulgę. Mimo, iż pokazałam mężowi historię pornografii w jego komputerze, mimo, że nasz związek się totalnie rozpada, mimo, że przypomniałam mu o jego obietnicy zaniechania swych seks-sesji... nic! jak kamień w wodę, on nie ma zamiaru przestać! a ze mnie robi wariatkę! jestem bliska podjęcia decyzji o rozstaniu. Nie potrafię żyć z takim perfidnym draniem, to nie ma nic wspólnego z małżeństwem, którego fundamentem jest miłość i zaufanie. Na ten moment moje życie małżeńskie to porażka... a całe zło siedzi w maleńkim pudełku z ekranem, na które mąż zawsze znajdzie czas, a które wyssało z niego całe ciepło i wrażliwość, którym kiedyś mnie oczarował. Bardzo przykre.
Szanowne Panie,
Pozwalam sobie zabrać głos w toczącej się w powyższym wątku dyskusji jako mężczyzna uzależniony od pornografii, który ponad trzy lata temu, mając dwadzieścia kilka lat, z własnej woli, nie będąc w związku, rozpoczął terapię i dziś już ponad dwa lata żyje w szczęśliwej wolności od pornografii. Czynię to po to, by dać Wam (oraz Waszym partnerom) nadzieję popartą własnym przykładem, że osoba uzależniona od pornografii może uczynić swoje życie wolnym od niej i dzięki temu uczynić życie swoje, jak również swych bliskich, naprawdę szczęśliwym.
Pornografia, zagrożenia związane z jej stosowaniem, jej wszechobecność, powszechne niezrozumienie tego czym w rzeczywistości ona jest, to tematy tak bardzo obszerne, że są im poświęcane całe książki (oczywiście, jak to zwykle bywa, przede wszystkim na Zachodzie, bo w Polsce niestety bliższe przyglądanie się tej sferze dopiero raczkuje). Dlatego skupię się tylko na tych kwestiach, które są moim zdaniem najważniejsze, by pornografia przestała niszczyć życie człowieka od niej uzależnionego i jego bliskich (nie trzeba być zresztą uzależnionym od pornografii, by, nawet nieświadomie, cierpieć z powodu jej używania przez siebie i sprawiać tym dodatkowo ból bliskim) oraz jakie mnie osobiście pomogły najbardziej. Należy tu według mnie wymienić:
1) przyznanie się przez daną osobę przed sobą, że korzystanie z pornografii powoduje w jej życiu problemy, a przynajmniej zauważenie, że "coś jest nie tak". W moim przypadku tymi problemami były przede wszystkim: poświęcanie czasu na oglądanie pornografii kosztem nauki, a później pracy i związane z tym obniżające się wyniki w obu dziedzinach, zarywane noce spędzone przy oglądaniu pornografii, smutek i poczucie winy towarzyszące, mniej czy bardziej, prawie każdej "sesji" przed komputerem;
2) przyznanie się przez daną osobę przed sobą, że własne, wielokrotne starania podejmowane w celu zaprzestania, czy choćby znacznego ograniczenia ilości czasu poświęcanego na pornografię, są nieskuteczne. W moim przypadku oznaczało to ciągłe zarzekanie się, że "już więcej nie będę", po czym następnego dnia, a nawet kilka godzin później, znów oglądałem kolejne zdjęcia czy filmy porno;
3) świadomość tego, że oglądanie pornografii może uzależniać. W moim przypadku stanowiło to bardziej przeczucie, niż posiadanie wiedzy. Z jednej strony czułem wyraźnie, że stosowanie pornografii ogranicza moją kontrolę nad moim własnym życiem, ale z drugiej wydawało mi się, że skoro seks jest w życiu człowieka czymś naturalnym, a pornografia dotyczy właśnie sfery seksualnej, to używanie jej, nawet częste, jest normalne i nie niesie za sobą groźby uzależnienia. O tym, jak bardzo myliłem się, dowiedziałem się dopiero u psychologa, który powiedział mi w sposób jasny i stanowczy, że człowiek może uzależnić się tak naprawdę od wszystkiego, różna jest natomiast siła uzależnienia od różnych czynników. Powiedział mi też od razu, że pornografia stanowi jeden z silniej uzależniających czynników, gdyż podczas jej oglądania dochodzi do intensywnych procesów wydzielania endorfin, czyli hormonów odpowiedzialnych za dobry nastrój. Człowiek zatem uzależnia się nie tyle od samej pornografii, ile od silnych emocji wywołanych jej oglądaniem;
4) zwrócenie się o pomoc do specjalisty. Tu zależy mi bardzo na podkreśleniu czterech kwestii.
Po pierwsze, tylko specjalista może postawić jednoznaczną diagnozę. Jest to bardzo ważne, gdyż inaczej przebiega terapia osoby uzależnionej od pornografii, a inaczej osoby, która wprawdzie nie jest jeszcze uzależniona, ale przez oddawanie się pornografii wystawia się na niebezpieczeństwo uzależnienia. Są wreszcie i osoby stosujące pornografię bardzo często, które - podobnie jak niektóre osoby pijące bardzo często alkohol, chodzące do kasyna itd. - mimo to nie uzależnią się (co oczywiście nie znaczy, że oddając się pornografii robią coś dobrego, bo pornografia najzwyczajniej podważa podstawowe ludzkie wartości). Uzyskanie trafnej diagnozy ma też znaczenie kluczowe dlatego, że pornografia jest ściśle związana ze sferą seksualną człowieka i ilekroć mówi się o uzależnieniu od pornografii należy zbadać, czy osoba nie jest uzależniona od masturbacji, czy też od seksu w ogóle. Takie uzależnienia towarzyszące mogą bowiem występować przy uzależnieniu od pornografii, ale - jak w moim przypadku - nie muszą.
Po drugie, sugeruję by pomocy szukać raczej u psychologa, niż u seksuologa, chyba że dany terapeuta łączy w sobie obie specjalizacje. Seksuolog, który skończył studia medyczne, a nie psychologiczne, rzadko kiedy posiada wiedzę psychologiczną, bo najzwyczajniej nie miał jej kiedy nabyć. Seksuolog może zatem w mojej ocenie najskuteczniej doradzić wtedy, gdy pacjent zgłasza się z problemami dotyczącymi podłoża fizycznego jako stricte medycznego. Uzależnienie dotyczy natomiast przede wszystkim sfery psychicznej i dlatego właśnie terapia problemów wywołanych pornografią powinna odbywać się pod okiem terapeuty po studiach psychologicznych. Jeśli zaś psycholog zrobił studia podyplomowe z seksuologii i w ten sposób został nie tylko psychologiem, ale i seksuologiem, to plus dla niego. Ja prawdziwą pomoc otrzymałem jedynie od psychologa, który pozwolił mi dotrzeć do tego, co jest moim zdaniem niezbędne do prowadzenia życia wolnego od pornografii, tj. do zrozumienia tego, czym pornografia jest i dlaczego - pomijając różne, nieraz poważne zagrożenia związane z jej oglądaniem - po prostu nie warto jej używać. Pozwolił mi uzyskać stan, w którym - co szczególnie ważne - pornografia nie przedstawia dla mnie żadnej wartości i nie jest mi już do niczego potrzebna.
Po trzecie, uważam, że w miarę możliwości terapeutą przy problemie dotyczącym oddawania się pornografii przez mężczyznę powinien być mężczyzna (również przy terapii dla par, gdy w terapii towarzyszy uzależnionemu mężczyźnie jego partnerka). Muszę powiedzieć, że dla mnie jednym z kluczy do rozwiązania problemu było właśnie to, że o żałosności pornografii, o niemęskości pornografii, o wykorzystywaniu kobiet przez pornografię i zagrożeniach z nią związanych powiedział mi właśnie mężczyzna, który sam miał udane życie osobiste ze wspaniałą kobietą oraz dzieci. To mi imponowało i wtedy właśnie po raz pierwszy zrozumiałem, że oddawanie się pornografii nie świadczy o sile mężczyzny, lecz o jego kompleksach.
Po czwarte, sugeruję, by udać się do psychologa również wtedy, gdy dana osoba czuje, że coś z tym używaniem przez nią pornografii "nie jest tak", ale nie jest przekonana, na ile używanie pornografii stanowi w jej życiu problem. Ten wniosek wynika z tego, że moim zdaniem ludzie mają często skłonność do zaniżania znaczenia danego problemu w ich życiu. W szczególności dotyczy to osób uzależnionych, które najczęściej znajdą sto różnych sposobów na to, by w jakiś sposób wytłumaczyć przed sobą niepokojące zachowanie tylko po to, by móc oddawać mu się nadal mimo powtarzających się negatywnych skutków. Tak było ze mną. Dopiero gdy napomknąłem w trakcie drugiej wizyty (a nie pierwszej, bo podczas pierwszej starałem się zahaczyć o różne moje problemy byleby nie o pornografię) o oglądaniu pornografii, psycholog sam "pociągnął mnie za język" i wkrótce wszystko stało się jasne. Przy okazji tego wątku chcę też poddać pod rozwagę Paniom, których partnerzy nie widzą albo nie chcą widzieć nic niewłaściwego w swoim oddawaniu się pornografii, by postarały się namówić swego partnera na wizytę u psychologa nawet pod pretekstem potrzeby omówienia innego, mniej trudnego dla nich, zagadnienia niż używanie pornografii. Myślę bowiem, że doświadczony psycholog będzie mógł przynajmniej spróbować (na zasadzie "mądrej głowie dość dwie słowie") wykorzystać taką sposobność do poruszenia problemu pornografii i zachęcić partnera przynajmniej do rozważenia dalszej terapii w tym zakresie.
5) proces wyzwalania się od pornografii. Uważam, że powinien możliwie jak najdłużej przebiegać pod okiem terapeuty. Podzieliłbym go na dwa etapy: pierwszy - uświadomienie sobie własnej podatności na korzystanie z pornografii i związane z tym wprowadzenie rozwiązań pomagających w niewracaniu do niej (np. filtr na komputer, nowe hobby, aktywne życie towarzyskie); drugi - codzienne funkcjonowanie, w którym ze względu na organizację bieżących czynności, ale przede wszystkim oddanie się szczerze wyznawanym przez siebie wartościom i gotowość do walki o swoje marzenia, nie tylko nie ma miejsca na pornografię, ale przede wszystkim NIE MA POTRZEBY JEJ UŻYWANIA. Nie mam wątpliwości, że to właśnie te ostatnie słowa napisane przeze mnie wielkimi literami pozwalają mi dziś żyć szczęśliwie bez pornografii już przez ponad dwa lata, mieć realne nadzieje na takie życie już na zawsze i być z Paniami na tym forum.
Trzymam mocno kciuki za mężczyzn, z którymi dzielicie Panie życie. Za to, by byli gotowi dostrzec, jak bardzo ranią Panie korzystaniem z pornografii, ale także, a może przede wszystkim za to, by dostrzegli, jak bardzo krzywdzą samych siebie marnując energię, którą z powodzeniem mogliby wykorzystać przy Waszym boku i w codziennym życiu w innych sferach. Kibicuję im, by - jeżeli nie umieją zmienić swych zachowań sami - szukali specjalistycznej pomocy. Gotowość na otrzymanie wsparcia to bowiem prawdziwy przejaw odwagi, a psycholog to nie osoba lecząca choroby psychiczne (tym zajmuje się psychiatra), lecz osoba wyposażona w wiedzę o człowieku, ludzkim życiu, ludzkich słabościach i pomagająca mu odnaleźć tę właściwą drogę mogącą uczynić go naprawdę szczęśliwym.
Pozdrawiam serdecznie
Frrannk
Bardzo dziękuję za wpis jakiego pan dokonał na tym forum. Bardzo budujące jest dla mnie to co Pan m.in. mi przekazał i mimo młodego wieku, wykazał się Pan taką dojrzałością. Serdecznie pozdrawiam.
Przeczytawszy Pani odpowiedź cieszę się bardzo, że mój wpis okazał się pomocny. To bardzo miłe dla mnie jako młodej osoby móc przeczytać, że treść zawarta we wspomnianym wpisie świadczy o mojej dojrzałości. Pani ocena jest dla mnie miła tym bardziej, że mam za sobą okres, w którym zamiast być odważnym i rozwiązywać problemy występujące w moim życiu wbrew niepowodzeniom, łatwo uległem pozorom znalezienia pocieszenia w świecie pornografii mimo tego, że był on sprzeczny z moim sumieniem. Pani słowa stanowią dla mnie dodatkowe zobowiązanie do tego, by zawsze żyć w taki sposób, który pozwoli mi pozostać na tej drodze, którą idę teraz.
Rozważałem uczynienie mojego wpisu nieporównanie bardziej obszernym i odniesienie się do wielu innych wątków dotykanych przez Panią oraz pozostałych uczestników tego forum. Wierzę bowiem, że doświadczenia zebrane przeze mnie wtedy, gdy byłem zniewolony przez pornografię, a w szczególności te zdobyte przeze mnie w ostatnich latach odzyskiwania bardzo ograniczonej niegdyś w moim życiu wolności, mogą pomóc innym w różnorodnych problemach występujących w ich życiu ze względu na korzystanie z pornografii przez nich samych czy też, jak w przypadku Pani, ich bliskich. Mam przy tym jednocześnie świadomość tego, że moje wpisy jako pochodzące od osoby niemającej profesjonalnego przygotowania psychologicznego ani terapeutycznego mają wartość ograniczoną. Poza tym, nie ukrywam, że pisanie o tym wątku na forum przywołuje niejednokrotnie trudne wspomnienia. Dlatego ograniczę się tylko do tego, by raz jeszcze zachęcić do poszukiwania pomocy w sprawach problemów powstających na tle używania pornografii u wykwalifikowanych psychoterapeutów. Specjalistów tych jest niestety mało, bo też i dostępność pornografii oraz nagromadzenie przedstawianych w niej dewiacji przybrały bardzo na sile dopiero w ostatniej dekadzie, niemniej jednak z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że warto nie zrażać się ewentualnymi niepowodzeniami i szukać właściwej osoby. Świadomość tego problemu wśród psychoterapeutów wzrasta, co będzie sprzyjać ich coraz lepszemu przygotowaniu do pomocy wszelkim osobom tego potrzebującym.
"Porniefied" stanowi wręcz fantastyczną analizę tego, jak w Stanach Zjednoczonych, rzekomo niewinna rozrywka w postaci używania pornografii, niszczy na co dzień życie i damsko-męskie relacje stosujących ją osób. Pamela Paul pokazuje też dobitnie i bez ogródek, że dostępna dziś na zawołanie za kliknięciem myszki pornografia nie ma nic wspólnego ze zdjęciami z magazynu Playboy (które na marginesie trudno uznać za przyczyniające się do budowania wśród mężczyzn również uczuciowego, a nie tylko fizycznego, spojrzenia na kobiety) i jest przepełniona zachowaniami dewiacyjnymi, a jej częste oglądanie prowadzi do uniewrażliwienia widza na prezentowane treści i poszukiwania coraz to "mocniejszych" scen i zdjęć celem uzyskania tego, co wcześniej, poziomu podniecenia.
"Treating Pornography Addcition" to z kolei książka poświęcona ściśle tematowi uzależnienia od pornografii. Została napisana przez amerykańskiego terapeutę na co dzień leczącego uzależnionych od pornografii. Zawiera zestaw pytań pomagających w zdiagnozowaniu tego, czy dana osoba jest uzależniona oraz tego, jaki jest u niej stopień uzależnienia. Przede wszystkim zawiera jednak opis tego, jak i dlaczego dochodzi do uzależnienia od pornografii oraz jest przepełniona wskazówkami na temat tego, jak wieść życie wolne od pornografii.
Obie wspomniane wyżej książki są wedle mojej wiedzy dostępne niestety jedynie w języku angielskim i trzeba je sprowadzać z zagranicy, ale wskazuję je dlatego, bo uważam je za naprawdę godne polecenia dla osób używających pornografii, jak i tych, którzy cierpią z powodu używania pornografii przez ich bliskich. Jedyną znaną mi książką dostępną w języku polskim i poświęconą stricte tematowi pornografii jest natomiast książka R. Reid i D. Gray "Uzależnienie od pornografii. Małżeńskie problemy spod łóżka." Jest to dobra książka, niemniej jednak w mojej ocenie nie tak dobra jak wcześniej wymienione.
Życząc dużo powodzenia wszystkim tym, którzy cierpią z powodu używania pornografii przez ich bliskich, jak również wszystkim tym, którzy czują, że używanie przez nich pornografii odbija się negatywnie na ich własnym życiu. Oby miejsce pornografii i problemów związanych z jej używaniem zajęły szczęście i poczucie wolności, jakie daje wyzwolenie się od niej. To naprawdę jest możliwe!
Pozdrawiam serdecznie
Frrannk
:( chętnych do popisania na ten temat- 5843848 nr gg
Gdybym złapał żonę na oglądaniu pornoli to bym szybko jej udowodnił że jestem dużo lepszy niż jakiś koleś z tego filmu . Po prostu podszedłbym do tego ambicjonalnie . Babki , przestańcie biadolić i bierzcie się szybciutko za swoich facetów . Starać się , a nie leżeć bezczynnie . I tyle ...
Dodaj nowy komentarz