- abcnerwica.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Jak reagować na przemoc psychiczną starszego członka rodziny?
Jak reagować na przemoc psychiczną starszego członka rodziny?
Witam. Jestem młodą kobietą (20 lat), mieszkam z mamą (45) i babcią (73). 11 lat temu straciłyśmy bliską osobę, co poskutkowało zmianą charakteru seniorki rodu. Spowodowało to, że niedawno mama rozpoczęła leczenie pod opieką psychiatry (diagnoza: depresja, nerwica) i psychologa. Niestety, specjalista nie doradził jej, jak zachowywać się wobec babci. Sama mam umówione wizyty z psychiatrą i psychologiem, ale odbędą się one dopiero za kilka tygodni.
Problemem jest agresywne zachowanie babci. Jak reagować na wyzwiska, wulgaryzmy, odgrażanie się i grożenie (np. że zrzuci mnie ze schodów, powie o czymś znajomym, "a oni na pewno mnie wtedy znienawidzą" etc.), ubliżanie, wytykanie najmniejszych błędów, opowiadanie sąsiadom niestworzonych historii oczerniających najbliższych? Spokojne rozmowy nigdy nie dawały adekwatnych rezultatów.
Zaczęły się szantaże. Jeśli nie chcemy ustąpić w czymś z mamą, a jej agresja nie zmienia naszego zdania, to zaczyna się płacz i lament, że nikt się z nią nie liczy, a "ona przecież jeszcze żyje". Jeśli i to nic jej nie daje, momentalnie wraca do agresji. Kilka razy stwierdziła, że boi się odezwać, bo wie, że chcemy jej wbić nóż w plecy (dosłownie), mimo że awantura trwała od ponad godziny, a rzekome poczucie zagrożenia z naszej strony miało być jedynie kartą przetargową. Wszyscy domownicy, krewni i sąsiedzi są źli, a ona jest poszkodowana i nieszczęśliwa.
Kiedy naprawdę potrzebuje pomocy, potrafi być bardzo przymilna, by za chwilę wieszać na pomagającym psy. Wszystkie problemy i kłótnie w domu mają zawsze początek w każdej osobie, tylko nie w niej. Pozwala sobie na takie zachowanie, bo wie, że wszystkie problemy w domu rozwiązywane są nie jej rękami i gdy ma problem, to mimo wszystko, zawsze moja mama jej pomoże, doradzi, coś załatwi.
To trwa latami, a nasze siły się kończą, nie skutkują prośby, argumentowanie (ona wie wszystko najlepiej) ani krzyki. Musi zabierać głos zawsze, zwłaszcza jeśli sprawy jej nie dotyczą. Inaczej mówi, że to nie ona będzie decydować, za to po pewnym czasie zawsze z ustaleń jest niezadowolona i ma dobry pretekst do krytycyzmu i kłótni. Potrafi mówić od rzeczy, zaprzeczając samej sobie, byle zakrzyczeć innych. Nie ma osoby, wobec której czułaby respekt i okazywałaby szacunek.
Wszystkie jesteśmy w złej kondycji psychicznej, na którą wpływa wiele czynników - jestem tego świadoma. Jednak ogniskiem zapalnym jest właśnie owa starsza pani. Co robić? Awantury są praktycznie po kilka razy dziennie, czasem w nocy, mogą trwać nawet kilka godzin. W domu nie można normalnie funkcjonować, atmosfera jest zła i nie wygląda na to, by miała się szybko poprawić. Robiąc testy ze strony abcnerwica.pl, sugerowanymi odpowiedziami dla mnie jest możliwość ciężkiej depresji. Wszystkie te problemy poruszę podczas mojej wizyty u specjalisty i psychologa, jednak do tej pory potrzebuję choć ogólnej rady, jak się zachowywać wobec takiego człowieka? Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.
Witam serdecznie!
Po części sama odpowiedziała Pani na postawione w temacie pytanie: (Babcia) Pozwala sobie na takie zachowanie, bo wie, że wszystkie problemy w domu rozwiązywane są nie jej rękami i gdy ma problem, to mimo wszystko, zawsze moja mama jej pomoże, doradzi, coś załatwi.
Proszę zwrócić uwagę na ostatni fragment cytowanej wypowiedzi. Pani oraz Pani mama jesteście wplątane w mechanizm, w którym niewiele macie do powiedzenia. Babcia jako starsza osoba może powiedzieć wszystko, ponieważ ostatecznie i tak wszystko będzie zrobione tak, jak chce. Myślę, że przede wszystkim przydałby się Pani oraz mamie trening asertywności - proszę porozmawiać na ten temat z psychologiem. Odegranie kilku typowych scen na sucho pod okiem psychologa pomoże Pani przenieść najlepszy wzór reagowania w sytuacjach konfliktowych na grunt rzeczywisty.
To, co jest najważniejsze, to jasne, konkretne wyrażanie swoich uczuć, pragnień i myśli bez obrażania drugiej osoby i bez wdawania się w utarczki słowne. Zdecydowanie powinna Pani postawić granicę, której Pani babcia nie powinna przekraczać. Chodzi głównie o obrażanie innych osób, wyzwiska itp. W sytuacji, gdy czuje Pani dyskomfort w rozmowie z babcią, proszę postawić taką granicę poprzez jasny komunikat oparty na uczuciach, jakie wzbudzają w Pani słowa babci. Na przykład: Boli mnie, że tak się do mnie odzywasz. Nie będę kontynuowała tej rozmowy, jeśli bedziesz mnie obrażała; Denerwuję się, kiedy używasz wyzwisk pod moim adresem. Szanuję ciebie i proszę, abyś traktowała mnie w ten sam sposób.
Prosze unikać zwrotów, które sprzyjają konfliktom, a więc powoływania się na osoby trzecie, na zaszłe wydarzenia, wywoływania w rozmówcy poczucia winy, używania określeń typu my czy my z mamą (najlepiej używać komunikatu ja). Jeśli czuje Pani, że pojawia się w rozmowie z babcią napięcie, najlepiej wyjść, uciąć rozmowę, nie wdawać się w bezcelową dyskusję. Asertywnie, nie wchodząc w konflikt, może Pani po prostu powiedzieć: Mam inne zdanie na ten temat czy Szanuję twoje zdanie, ale uważam inaczej. Bardzo ważna jest świadomość, że Pani babcia prawdopodobnie rozładowuje w ten sposób nagromadzone w sobie napięcie, takie zachowanie nie musi wynikać ze złych intencji. Wdając się w kłótnie, siłą rzeczy rozładowuje Pani to napięcie, przyzwyczajając babcię do takiej formy funkcjonowania w domu.
Myślę, że warto byłoby zgłosić się z Pani babcią do Poradni Zdrowia Psychicznego. Pani babcia może wymagać leczenia, jej konsultacja z lekarzem psychiatrą oraz psychologiem może mieć dla wszystkich Państwa ważne znaczenie.
Życze powodzenia i serdecznie pozdrawiam!







Dziękuję za odpowiedź, niestety niezupełnie takich rozwiązań spodziewałam się pisząc swą wiadomość. Nie jestem pewna czego oczekuję po pisaniu tutaj - pewnie gdybym wiedziała, nie robiłabym tego.
Jeśli chodzi o treningi asertywności, to przydadzą się bardzo mojej mamie. Próbowałyśmy już wspomnianych przez Panią "scenek na sucho", ale zawsze w ich trakcie mama załamywała się i wszystko kończyło się jej płaczem. Jeśli chodzi o moją osobę, uważam się za człowieka asertywnego. Wobec babci mówię jasno: "nie życzę sobie, abyś...", "nie masz prawa...", "nie powinnaś...", "więcej nie rób tak..." itp. Jest teraz taki schemat, który się powtarza (jeden z bardzo wielu): Robi coś, czego nie powinna. Słyszy ode mnie, że nie życzę sobie tego. Neguje fakt, że to zrobiła, po czym grozi, że dopiero teraz pójdzie i specjalnie to zrobi.
Kiedy atakuje moją mamę, często wtykam się między młot i kowadło broniąc mamy. Często dostaję wtedy po głowie od obydwóch pań, ale przynajmniej uwaga babci nie skupia się na mojej mamie. Jestem w trochę lepszym stanie psychicznym niż mama, więc wolę brać to na siebie. Przynajmniej na razie.
Ważną rzeczą jest to, że nie mam z seniorką "kontaktu" od lat. Nie rozmawiamy ze sobą praktycznie wcale (kłótnie pomijam), nie mówimy sobie "dzień dobry", nawet w święta nie składamy sobie życzeń. Kiedy byłam małym dzieckiem zrobiła mi wiele krzywd i sprawiła, że mój bezpieczny świat się skończył. Kiedyś stwierdziła, że nie powinnam była się urodzić, a dziś to podtrzymuje i adekwatnie do tego się zachowuje. Jeśli z jej strony wychodzi do mnie jakiś komunikat, to zawsze jest wulgarny i bardzo agresywny. I tak było prawie "od zawsze". Teraz jest tak samo również wobec mojej mamy.
Nie mam możliwości porozmawiać z nią spokojnie, wytyczać granic. Ona zna te granice, zostały ustalone przeze mnie i przez mamę, jednak ich nie poważa. Widać, że poza rozładowaniem napięcia, przełamywanie ich sprawia jej przyjemność. Co do uzasadniania ich swoimi uczuciami (boli mnie, że..., sprawia mi przykrość gdy...) w moim przypadku takie próby były podejmowane gdy byłam może 10-letnim dzieckiem i kończyły się chorą satysfakcją babci, która wykorzystywała je do wyśmiewania się i kpin. W tej chwili kiedy mama mówi co ją boli w zachowaniu (w końcu jej własnej matki), słyszy od niej, że jest wariatką, że dobrze jej tak, bądź że ma nie robić z siebie cierpiętnicy. W skrócie: słowa są obracane przeciwko niej.
Tzw. "rozmowy" kończą się wyzwiskami, histerią, płaczem obu stron. Jak wspominałam, nie ma sensu bym ja wychodziła z inicjatywą rozmowy, bo w najlepszym przypadku usłyszę, że jestem "sku*****nem i mnie z domu wy*****oli". Później doda, że to był kolejny atak na jej wolność osobistą. Tyle, że ona użyje sformułowań powszechnie uznawanych za wulgarne. Ta kobieta coraz dalej posuwa się w swych atakach. Jestem pewna, że powinna poddać się leczeniu, jednak nie ma takiej możliwości, by zrobiła to z własnej woli, ze względu na stereotypowe podejście do pojęcia psychiatrii/psychoterapii. Mama nie załatwi tego sądownie, bo nie chce aby jej mama miała wobec niej kolejne poczucie krzywdy.
Kiedy zaczyna się ze strony seniorki szał, który trwa często wiele godzin z przerwami, ewakuuję się i ja, i mama, każda w swoją stronę by nie kontynuować sytuacji, zresztą tak jak sama Pani zaleca. Tyle, że wtedy ona przychodzi do nas i sama kontynuuje monolog. Kiedyś była sytuacja, że zamknęłam się ze znajomymi w swoim pokoju, żeby przerwać "dialog", ale ona potrafiła jeszcze długo stać pod zamkniętymi drzwiami i wyzywać/grozić do "klamki". Tak więc, nie mam sposobu na przerwanie takich momentów. Jeśli mama jej zarzuci, że jest nie w porządku, pointa ze strony babci jest jedna: "Ja wiem, że nie masz lekko ze swoją córką, ale to nie moja wina, że wychowałaś takiego wrzoda na ..., który się nad tobą znęca". Mama nie jest w stanie na dłuższą metę bronić się przed nią. Jest ofiarą do bicia (psychicznego), bo pozwalała sobie wchodzić na głowę, z tego co wiem od zawsze była wychowywana na osobę, która "przeprasza za to, że żyje". Podejrzewam, że nawet stoicy mieliby nie lada problem z ignorowaniem występów starszej pani. Wie jak sprawić, aby serce pękało człowiekowi z bólu i żalu.
Ogólnie: gadał dziad do obrazu. Babci riposty są nielogiczne, nieadekwatne do sytuacji i naszych argumentów. Gada, żeby gadać, byle przegadać.
Mam dość złych wspomnień z nią, z perspektywy czasu widzę jak bardzo można zniszczyć drugiemu człowiekowi lata, które powinny być czasem dziecięcej beztroski, a nie żałowania, że się żyje. Nie chcę patrzeć jak niszczy moją mamę, jak się nad nią znęca, jak przez nią płacze. Kiedyś ignorowanie jej dawało kilka dni spokoju, teraz ona sama przychodzi, aby rozpocząć awanturę.
Pozdrawiam ciepło.
Właśnie zwrotów typu "nie życzę sobie, abyś...", "nie masz prawa...", "nie powinnaś...", "więcej nie rób tak..." itp. nie powinna Pani używać. Różnica między zwracaniem się do kogoś w formie TY, a JA stwarza właśnie tę granicę, o której mówimy. Ta z pozoru niewielka różnica ma istotne znaczenie dla Pani późniejszego samopoczucia. Pani w tych zwrotach czegoś oczekuje - a oczekując czegoś w oczywisty sposób wystawia siebie niejako na zranienie, ponieważ Pani babcia celowo tego nie zrobi. Mało tego, ma powód do kontynuowania sporu. "A dlaczego nie mam prawa? Właśnie że mam! Będę!" itd. Pani babcia ma prawo, może, a to czy Pani sobie czegoś życzy czy nie tymbardziej jej nie musi interesować. Natomiast używając komunikatu typu JA a więc np. "Nie podoba mi się to" wyraża Pani swoje zdanie, nie oczekując żadnej reakcji. To jest właśnie ta granica, gdzie nie koncentruje się Pani na kimś, ale wyznacza swoją granicę, swoje zdanie, a to co rozmówca z tym zrobi już Pani nie interesuje. Myślę, że mimo wszystko dobrze byłoby ten temat przepracować z psychologiem, a najlepiej dobrym psychoterapeutą. Proszę pomyśleć nad psychoterapią - zwłaszcza w przypadku Pani mamy. Myślę, że problem leży głównie w braku poczucia niezależności Pani mamy. Przecież nie musicie się Panie zgadzać na takie traktowanie. Proszę rozważyć różne możliwości wyjścia z tej sytuacji, z przymusowym leczeniem lub przeprowadzce włącznie. Psycholog oczywiście może pomóc rozwiązać konflikt, ale Pani oraz mamy, babci nie może Pani zmienić. Dlatego proszę się zastanowić gdzie Pani jest w tym wszystkim, oraz co dla Pani będzie najlepsze. Pozdrawiam serdecznie i gorąco namawiam do osobistej rozmowy z psychologiem. Na odległość niestety niewiele można pomóc, bez spotkania i dokładnego przedyskutowania sytuacji. Życzę wytrwałości i jeszcze raz pozdrawiam!
Nie spodziewam się rozwiązania problemów wyłącznie poprzez korespondencję wirtualną, jednak Pani zdanie i naświetlenie sytuacji nieco pod innym kątem daje do myślenia. Choć na daną chwilę wyprowadzka pod względem finansowym jest dla mnie czymś nierealnym, to dobrze mi wiedzieć, że moje chęci wyniesienia się z domu nie są tylko fanaberią. Psychoterapię zaczynam pod koniec bieżącego miesiąca.
Dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam.
Mam mniej lat, dużo mniej. Mieszkam z babcią i dłużej już chyba nie wytrzymam. Babcia jest bardzo niedobra, codziennie krzyczy i robi awanturę. Gdy dziadek próbuje coś babci powiedzieć, że np. tak nie powinna to kolejna awantura.
Spróbuj porozmawiać o tym z kimś bliskim z rodziny, komu ufasz. Jeśli czujesz, że brakuje ci sił i wsparcia, poszukaj psychologa, do którego możesz się udać. Prywatnie taka wizyta jest droga, ale zawsze można iść do pobliskiej Przychodni Zdrowia Psychicznego, albo zapytać np. lekarza rodzinnego lub pielęgniarki gdzie przyjmują psycholodzy w twojej okolicy. Taka wizyta to nic strasznego, a pomaga. Jeśli byłby wybór między kilkoma psychologami, warto iść do tego, który specjalizuje się w problemach rodzinnych. Ze swej strony radzę się nie angażować w spory i kłótnie rodzinne - niech będą one rozstrzygane przez dorosłych; przynajmniej tak często jak to możliwe.
Witam milutko:) Czytam państwa wypowiedzi i sądzę, że delikatne rozmowy z babcią nic nie pomogą. Mam dokładnie taką samą sytuację w domu. Moja babcia - z nazwy, bo wstyd się komukolwiek przyznać, że taką mam babkę - wiecznie toczy wojny rodzinne, wszystkich wyzywa od najgorszych, chociaż sama była nic nie warta, bo porzuciła dziecko w stercie siana, a teraz mówi, że nic się przecież takiego złego nie stało.
My, czyli wnuki, ciągle byliśmy skur***ami, mama była "dziadówną z dołka", a ona była święta. Wszyscy są źli, okrutni i uważa, że wszyscy jej robią na złość. Chodzi po sąsiadach, opowiada straszne rzeczy o nas, zmyśla, że ją bijemy, terroryzujemy, stara się wszystko wymusić płaczem i jest naprawdę dobrą aktorką. Jak coś jej nie pasuje - używa do tego laseczki, którą obrywają psy na podwórku, potrafi wyciągnąć psa z budy i z byle powodu mu przyłożyć.
Całe swoje życie biła biednego, naprawdę wspaniałego mojego dziadka - aż żal serce ściska, że mogą być tacy podli i zawistni ludzie. Mama, również przez nią, nabawiła się choroby serca. Cały czas była przez nią poniżana i szmacona. W końcu jak doszliśmy do pełnoletności, zaczęliśmy mamę bronić, bo ileż można znosić upokorzeń i pogardy z babki strony?
Ja obecnie z nią mieszkam i nie mam już siły na jej kłamstwa, złości i wieczne jej niezadowolenie. Opłacam sama wszystkie rachunki, sprzątam, gotuje i piorę jej zafajdane rzeczy, a ta kobieta na mnie i mojej 9-letniej córce (do dziecka potrafi powiedzieć: ty suko, krowo, małpo itd.) psy wiesza, wiecznie od ku***w wyzywa.
Myślę, że tu potrzebny psychiatra, bo takie zachowanie nie świadczy o zdrowym umyśle człowieka. Czasami mnie zastanawia jej reakcja przy oglądaniu telewizji: rozmawia sama z sobą, mówi do telewizora, macha do dzieci z reklam - twierdzi, że ją widzą i do niej machają, przy oglądaniu seriali potrafi wziąć gazetę i bić aktorów, rzucając w ich stronę obelgi lub podpowiedzi: "daj mu w mordę", "przywal mu" :D
Proszę o pomoc. Co mam z nią zrobić? Tak żyć już nie mam siły...
pierwsze pytanie brzmi - czy twoja rodzina jest chrześcijańska? jeśli tak koniecznie należało by przypomnieć sobie prawdy ostateczne, nie po to aby grozić czy odgrywać się w ten sposób, choć tak naprawdę mała jest szansa wywołania skutków po drugiej stronie, nie mniej warto dla siebie samego... są przykazania w tym nie zabijaj(każde obraźliwe słowo wypowiadane z nienawiścią sprawia że gdyby człowiek umarł w tym momencie bez żalu w przypływie agresji idzie od razu do piekła- nie Pan Bóg go tam wrzuca ale sam człowiek chcąc niejako tego wybiera sobie ten stan wiecznej egzystencji... na tym polega zawiść i nienawiść że choć bym padł teraz trupem nie zmienię się - to jest własnie stan piekła, jedyny ratunek w szczerej spowiedzi, mocnym postanowieniu poprawy, jeśli ktoś nie chce się opamiętać, trzeba potraktować jak wariata, a nie osobę chorą wymagającą pomocy, jest różnica wariat nie chce się leczyć, chory szuka pomocy) wśród pozostałych przypomnieć trzeba i o przykazaniu nie zeznawania fałszywie przeciw bliźniemu(wszelkie obmowy, kłamstwa itp. słowa nie świadczące o konkretnej postawie miłości wobec bliźniego są wykroczeniem) po za tym jest fundament na którym na wet bez szczegółowej znajomości przykazań można wyprowadzić sobie swoje zasady"miłuj bliźniego swego jak siebie samego" miłuj znaczy czyń to od teraz i w sposób ciągły dopóki żyjesz - to jest złota zasada... niestety najpierw zawsze trzeba wymagać od siebie od tego zaczyna się jakąkolwiek terapię która trwa praktycznie jak życie aż do śmierci... i tu nie ma zwolnienia od tego bo każdy kto się z tego w jakimkolwiek stopniu wypisuje dochodzi do stanu waszych babć, ojców i matek... dobrze jednak gdy był ktoś kto pokazał wam inne życie tzn. że potrafił zrealizować to o czym piszę... tzn że i Ty też masz taką szansę o ile sam się jej nie pozbawisz i jeszcze jedno... "to jak to nie dość że dostaje po głowie to mam jeszcze się wysilać i angażować" tak dokładnie ale w sposób mądry nauczyć się najpierw prawidłowych własnych reakcji na zło nie kierować się chwilową emocją w życiu tak pozytywną jak negatywną, trwać niewzruszenie przy swoim byle tylko nie było to jedynie egoistyczne dążenie... nie przyjaciół również mamy kochać tzn. robić wszystko co można aby łagodzić sytuację, nie mścić się czyli nie robić tego co mnie mogło by zranić, nie zrażać się postawą przeciwną u drugiej strony a też w miarę swoich możliwości starać się próbować wychodzić samemu z uzależnienia od chorej atmosfery, próbować się uniezależnić materialnie by zależność ta nie umożliwiała usprawiedliwiania cóż tu owijać w bawełnę ciężkich grzechów naszego domownika, ale najpierw krok po kroku dzień po dniu oduczać się własnego egoizmu, nie oczekiwać natychmiastowych efektów po drugiej stronie ale jestem absolutnie pewien że znajdą się i ludzie bardzo życzliwi, warunek jest jednak taki o jakim piszę - najpierw praca nad sobą to przede wszystkim, a wszystko inne razem w oparciu o dekalog i pozostałe rady ewangeliczne... tak robię sam i jakoś te prawie 30 lat w patologicznej rodzinie wytrzymałem... bardzo duże rezultaty osiągnąłem u siebie samego, widzę to po latach, druga strona nie zmieniła się zbytnio jednak moje poczucie wartości wzrosło i to poczucie wartości które mam a nie muszę go sobie wmawiać wbrew temu kto co nie powie, jestem świadom swoich braków i zalet, trzeźwo patrzę i osądzam jednak musiałem najpierw od siebie zacząć... człowiek który przeklina, jest zły, ma satysfakcję z sadyzmu, lub dąży do całkowitego podporządkowania sobie drugiej strony jest nieszczęśliwy i nie wolno także nam stawać się jego ofiarą, bo on jest ofiarą siebie samego a dl wierzącego również i szatan którego wybrał i który karmi go błotem za marne 3 grosze uciechy... takim ludziom trzeba okazać serce ale trzeba też umieć się nie załamywać, praktyka czyni mistrza, nigdy jednak nie wchodzić w otwartą walkę, lepiej splunąć na wyzwiska bo od złych słów i gwałtownych reakcji przelewa się krew, a takich wyrzutów nie zmaże potem nic już... no i nigdy nie doprowadzić się do nienawiści i uwierzyć że spasować nie znaczy przegrać a tak naprawdę być na drodze do wygranie z samym sobą... dopiero wtedy zobaczymy że być może wcale i my sami nie jesteśmy takimi kryształami i droga długa do tego... jeśli jednak nie chcemy to popatrzmy na naszych oprawców bo ten sam los i nas czeka.. warto przemyśleć i zrobić coś w brew sobie - WARTO mogę zaświadczyć :)
Niestety, sprawę znam od podszewki, korzystałam z porad psychologów, z terapii farmakologicznej psychiatry.
Matka jest samotna, rozwiedziona przed 58 laty po 10 latach trwania małżeństwa, w którym jednak tkwi mentalnie do dziś. Nigdy nie próbująca ułożyć sobie życia z innym mężczyzną. ( o rozwód wnosiła ona)
Z żalem do rodziców ( ulubina cytata: "Najchętniej wyciągnęłabym ich z trumny ich zabiła") za "całokształt", do córki ( bo podobna do męża i jego przypominająca), męża potwora ( człowieka o niełatwym charakterze, ale i pozytywnych cechach, którego zniszczyła tocząc urbi et orbi sprawę wpierw rozwodową, potem majątkową 10 lat. Zniszczyła na forum zawodowym i w oczach kilkuletniej córki, przypominając jego złe uczynki i osmieszając go latami). Swoją mamę po zlamaniu szyjki kości udowej oddała do hospicjum.
Kobieta z niechęcią i nienawiścią do całego świata. Podobna do babci opisanej w pierwszym poście, używajaca wyzwisk i szantażu dla osiagnięcia swoich celów, balansująca między histerią a paranoją ( wszyscy ją podsłuchują, posługująca się jakimś sobie tylko znanym szyfrem podczas rozmów telef.) kompulsywnie przyżywająca wydarzenia zakończone kilkadziesiąt lat temu. Nieuczestnicząca w rodzinnych uroczystościach ( ponieważ nie jest traktowana odpowiednio(!) najchętniej uciekając podczas Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy w chorobę. Izolująca się.
Zamęczająca cały świat swoimi problemami. Z hurrahipohondrią. Dbająca o swój wygląd zewnętrzny do tego stopnia, że z okazji ślubu córki poddala się liftingowi twarzy, by wyglądać na rówieśnicę panny młodej, choć od tej panny młodej zawsze była ewidentnie ładniejsza i zawsze młodo i wykwitnie się prezentująca.
Dziś powoli traci pamięć, wciąż jeszcze dba o swój wygląd zewnętrzny, choć światu skąpi uśmiechu, co psuje efekt końcowy. Tłukąca talerze ( nie swoje:-)), skłócona z sąsiadami, z rodziną, powinna natychmiast - takie jest moje zdanie - przyjąc wsparcie farmakologiczne. Bo nie tylko męczy otoczenie, ale - należy podejrzewać -siebie samą również.
Ale tej pomocy przyjąć nie chce.
A przecież ta cała autodestrukcja i oddziaływanie na otoczenie ma zapewne charakter endogenny i wsparcie lekarza psychiatry jest konieczne. Ba! Jak do tego doprowadzić???
Witam wszystkich a już myślałam że jestem sama,niestety też mam taki problem u nas jest dokładnie tak samo wulgarne wyzwiska przemoc ze strony starszej pani jednym słowem piekło na ziemi.A najgorsze jest to że nic nie mogę zrobić bo ona nie chcę się leczyć a reszta rodziny olewa sytułacje bo tu nie mieszkają a jedni korzystają z środków finansowych starszej pani i nic więcej ich nie interesuje,a ja jeszcze trochę same się wykończę nerwowo bo nie mam już sił i nie wiem co robić.
Dodaj nowy komentarz