Jak czytałem to co napisałeś, to miałem wrażenie, jakbym to ja pisał, miałem dokładnie to samo. Od małego dziecka mój ojciec ciągle mnie poniżał, ciągle mówił że jestem "prostak", że się do niczego nie nadaję, a jak zrobiłem coś dobrze, to mój ojciec zawsze mówił "udało ci się, masz więcej szczęścia, niż rozumu. Rodzice mi ciągle nawet do tej pory wypominają, że nie poszedłem na studia, że nie jestem mecenasem, doktorem itp. (moi rodzice są po studiach, a ja mam zawód kucharz i liceum wieczorowe informatyka). Wg mojego taty moje pieniądze, te które ja zarabiam są mniej warte niż te, które tata ma, bo często mi mówi i to nawet przy obcych ludziach "te twoje pieniądze są g... warte" już ile razy przy obcej osobie powiedział "on gdyby nie ja, to już dawno by zdechł z głodu", mimo że od pięciu lat mieszkam sam i się sam utrzymuję.
Ja również się jąkam, zaczęło się to w szkole zawodowej, jak byłem gnębiony przez rówieśników, wtedy też wpadłem w kompleksy, też nie potrafię patrzeć się w oczy, jak z kimś rozmawiam(choć ostatnio rzadko rozmawiam z kimkolwiek, jedynie tylko w pracy, ale to służbowo, nie prywatnie), tracę przytomność, mam drgawki, jak tylko zobaczę krew i trzeba wtedy wzywać pogotowie. Też mam kołatanie serca, od jakiegoś czasu biorę leki nasercowe, uspokajające, ja też się ciągle sam dołuję, mi też się nic nie chce, też mam wrażenie (jestem o tym przekonany), że wszyscy ze mnie szydzą, nabijają się ze mnie, ale to mi się nie wydaje, tylko to jest rzeczywistość. W ogóle z domu nie wychodzę, jak nie muszę. Zapomniałem napisać, że jestem czarną owcą całej rodziny, wszystkie moje ciotki, moi wujkowie, bracia cioteczni, siostry cioteczne, kuzyni... itd ciągle na mnie krzyczą, jak mają tylko okazję, jak mnie widzą, ciągle mi mówią to co rodzice, tzn że "mam więcej szczęścia niż rozumu", wszyscy się patrzą na mnie bykiem, tak jakbym im wyrządził jakąś krzywdę, nie chcą ze mną rozmawiać. Mój brat cioteczny kiedyś nawet chciał mnie pobić i straszył mnie swoimi kolegami z pracy, on ma teraz 40 lat, a ja mam prawie 30. Wszyscy ciągle mają do mnie o wszystko pretensje, moja cała rodzina jest bardzo wykształcona, ja jedyny mam wykształcenie TYLKO średnie. Także nawet na rodzinie nie mam co polegać, moja siostra cioteczna(18 lat) jak mnie widzi na ulicy, to odwraca głowę i udaje że mnie nie zna, nawet na pogrzebie jej dziadka, czyli mojego ojca chrzestnego nie odezwała się do mnie. A jak ja jej pierwszy powiedziałem "cześć", to spojrzała na mnie, jak na jakiegoś mordercę i odpowiedziała "Cześć" takim głosem, jakbym jej zrobił jakąś krzywdę. Od pięciu lat, nie mam z rodziną kontaktu prawie w ogóle, siedzę u mnie na wsi sam w czterech ścianach i w ogóle się izoluję od ludzi. Sam spędzam imieniny, urodziny, wszystkie Święta, również znienawidzone przeze mnie "Walentynki". W tym roku będą moje szóste Święta, które spędzę sam u mnie w domu, nawet nie robię sobie świątecznego jedzenia (mimo że potrafię, bo jestem kucharzem z zawodu), bo nie ma po co... dla mnie samego? Choinki też nie ubieram, nic nie robię, wieszam tylko lampki choinkowe na okno i mam podczas Świąt migające, kolorowe okno :), ale to tylko to, a tak, to są to dla mnie zwykłe, normalne dni, jak wszystkie inne.
Moi rodzice mają Święta u siebie w domu (wyprawiają je), a ja jestem wtedy sam u mnie w domu. Dzisiaj są moje imieniny i co z tego? .... dzień jak każdy inny, nawet nikt do mnie nie zadzwoni.. normalne!!!
Wiesz co, ja miałam podobnie w domu. Od dziecka ojciec mnie bił i poniżał. Bałam się ludzi i uciekałam od nich. W dodatku ojciec nastawiał całą rodzinę przeciwko mnie-mówił, że jestem chora psychicznie itd. Babcia namawiała mamę żeby oddała mnie do domu dziecka, a ojciec chciał mnie umieścić najpierw w psychiatryku, potem w internacie. Zawsze byłam sama, w dodatku mam bardzo poważne problemy ze zdrowiem, przeszłam kilka poważnych operacji ale wiesz co, w końcu się zbuntowałam. Chyba w liceum, którego i tak nie skończyłam (moi rodzice są po studiach). Nie dałam się, nie pozwoliłam żeby ktokolwiek się na mnie wyładowywał. Stawiałam się, wreszcie po kilku latach, rozmów z rodziną, tłumaczenia im, że to ich zachowanie jest chore zrozumieli. Niestety oprócz ojca ale mam to gdzieś. Teraz on ciągle potrzebuje czegoś ode mnie i oczekuje, że mu się należy. Wyprowadzam go mało subtelnie z tego założenia-chyba zaczyna do niego docierać. Co do ludzi, otworzyłam się na innych, nie ukrywałam, że mam chory dom i ojca. Zaczęłam żyć! Mam męża, przyjaciół, żyję normalnie. Owszem dopada mnie często dół ale wtedy nawet wbrew sobie wychodzę do ludzi i po chwili jest O.K. Nie ukrywam, sporo nad tym i nad sobą pracowałam i było cholernie ciężko. Nie daj się, nie daj satysfakcji ojcu i rodzinie. Nie pozwól się tłamsić, wyjdź do ludzi wiem, że trudno ale warto-pamiętaj o tym.
Zbuntuję się i wyprowadzę się pod most, albo do okolicznego lasu, tak? Ja nie mam dokąd pójść, nie mam pieniędzy, żeby sobie wynająć cokolwiek i uciec bez powiadamiania rodziców o tym. Domu zostawić też nie mogę, bo dom w którym mieszkam jest własnością mojego ojca, więc jak coś się stanie pod moją nieobecność, to potem będzie że ja nie pilnowałem i że to moja wina. Ojciec mnie tak urządził, że bez jego wiedzy i zgody nie mogę dosłownie NIC!!!
Ja uważam, że urodziłeś się w złym towarzystwie-tzn.- ci co Ciebie otaczają nie są ciebie warci.Tak to jest, gdy zamiast pomóc jeszcze cię dobijają. Myślę, że jak najprędzej zmień środowisko -dom, mieszkanie, bo się wykończysz albo pójdziesz do psycholów. Nikt nie ma prawa nazywać cię debilem! A już na pewno nie swoje dziecko- co za rodzina???Najpierw sami powinni się zacząć leczyć, bo ty jesteś zdrowy i obracasz się w chorym środowisku; gniazdku rodzinnym. Co za wstyd dla tych chorych ludzi, którzy cię otaczają--i oni się nazywają rodziną, tylko dołują. Wybacz to ci się trafiło. Lepiej uciekaj stamtąd, szukaj prawdziwych ludzi -- matka czworga dzieci dorosłych. Ewa.
Witam singiel1980rok i Ewa. Dziękuję za odp. Singiel moje kuzynostwo itp. tylko ciągle "robisz coś?" i się głupio śmieją. Ewa nie mogę się wyprowadzić, bo nie pracuję, a bliscy nie rozumieją, że psychicznie nie mogę i zamiast pomóc wiercą mi w mózgu. Singiel myślałem, że tylko ja tak mam:)
"Nie mogę się wyprowadzić, bo nie pracuję". Mam wrażenie jakbym to ja pisał.
Ja też nie mogę się wyprowadzić, bo niby za co i gdzie? Jak nie mam stałej pracy, no i moi rodzice bym nie nie puścili, jakby się dowiedzieli, to by pojechali za mną, gotowi nawet się przeprowadzić, żeby tylko być bliżej mnie.
No ale tata mi kupił ten dom w którym mieszkam, wyremontował mi go, za wszystko zapłacił i teraz muszę tutaj mieszkać, bo nie mam innego wyjścia, nie kupię sobie innego domu, nie wynajmę mieszkania, bo mnie na to nie stać i czy chcę, czy nie chcę, to muszę tutaj mieszkać i myślę że tutaj umrę.
Witam serdecznie! Cieszę się, że trafiłam na ta stronę, bo myślałam, że tylko ja mam takie problemy. Również mam fobię/nerwice społeczną, depresję, lęki, napady paniki. Nie potrafię daleko pojechać od domu, nie wsiądę do pociągu, samolotu, nawet dalekobieżnego autobusu. Jak nie mam świadomości, że w każdej chwili mogę wyjść na zewnątrz, cóż - mogłabym tak opowiadać kilka godzin - to wszystko strasznie utrudnia życie. Masakra. Dramat.
Ja w domu miałam ok, tyle, że wychowywałam się bez ojca. Teraz mam problem wejść w jakiś poważny związek, w ogóle mam problemy z ludźmi /strasznie mnie irytują, i ciągle mam wrażenie, że jestem obserwowana i oceniana. Mam 30 lat, jestem po studiach, atrakcyjna, inteligentna --> tylko co z tego??? jak nie umiem żyć. wszystko mnie przerasta, a mam tyle marzeń...
Jakby ktoś z Was chciał podzielić się swoją codziennością, będzie mi miło: magda.awf@op.pl
Pozdrawiam.
Mój ojciec traktuje mnie jak niemowlaka, jak swoją własność, z którą może zrobić co tylko chce i ja nie mam prawa nawet się sprzeciwić, bo jak tylko spróbuję, to zaraz na mnie krzyczy i to przy obcych ludziach, przy małych dzieciach i wszędzie gdzie się tylko da. Kilka dni temu grałem i śpiewałem na zabawie w szkole podstawowej, która jest na tej samej ulicy, na której mieszkają moi rodzice. Jak skończyłem grać i dzieciaki ze starszych klas pomagały mi nosić sprzęt do samochodu i go pakować, to nagle ktoś mnie puka w ramię, patrzę a to mój tata. Powiedział, że przyszedł mi pomóc pakować sprzęt. Cały czas stał w oknie i obserwował kiedy wyjdę ze szkoły i jak mnie zobaczył, to szybko przybiegł. Tata jest już po 70-tce. Ja dzieciakom mówię "chwile potrzymajcie te głośniki, zaraz samochód podjedzie, nie kładźcie ich na śniegu", a tata wtedy "chodźcie tutaj, połóżcie to tutaj" i tak cały czas dyryguje i nimi(obcymi dzieciakami) i mną (30to letnim dorosłym facetem). I w końcu jest tak jak tata chce. A dzieciaki patrzą się na mnie i się śmieją pod nosem, jak widzą, jak tata mną rządzi, jak mnie ustawia. A ja nawet nie mogę się odezwać, bo jak się odezwę to tata od razu takim ostrym zaczepnym głosem "no co?!! no co?!!" i tylko czeka na pretekst, żeby zacząć się na mnie wydzierać przy ludziach na środku ulicy i w końcu to robi, a ja stoję obok i mam ochotę się zapaść pod ziemię, bo ludzie się gapią, dzieciaki stoją obok, a tata nam nie krzyczy jak na małe dziecko. Z tatą ja boję się gdziekolwiek pokazać, bo on zawsze i wszędzie mi narobi obciachu i mam wrażenie że on to robi celowo. Jak kupowałem głośniki w sklepie muzycznym, byłem tam z tatą, bo tata dał większość pieniędzy i jak płacił to jak zwykle przy sprzedawcach "no i co?.... znowu nie masz pieniędzy, znowu ja mam płacić?" Ja powiedziałem "przecież dokładam 500zł", to tata "te twoje 500zł to jest g... warte". To samo w sklepie komputerowym, jak mi kupował nowy komputer, to też były takie same teksty. Jak z tym komputerem poszliśmy do innego sklepu, bo był kupowany na raty i trzeba było to załatwić, to ojciec narobił mi obciachu na cały sklep, przy okazji zdenerwował wszystkich pracowników, przy tym na mnie krzyczał, aż ludzie do mojego ojca "dlaczego pan tak na niego krzyczy? Przecież to dorosły facet". A ja stałem obok i nie mogłem się nawet odezwać, bo zaraz ojciec by wyszedł ze sklepu i by mi nie kupił komputera. Kiedyś był u mnie w domu i obok mojego domu przechodziła obca dziewczyna, która roznosiła jakiś towar i próbowała go sprzedać, akurat doszła do mojego domu, zacząłem z nią rozmawiać(była młodsza ode mnie, bardzo ładna, miła), nagle mój ojciec do nas podchodzi i mówi "o co chodzi?", jak się dowiaduje, że ona mi proponuje coś, żebym kupił od niej, to tata wtedy jej mówi "ale proszę pani, on nie ma pieniędzy, on nie ma stałej pracy, ja go muszę utrzymywać, on gdyby nie ja to by już dawno zdechł z głodu", wtedy dziewczyna się speszyła, nie wiedziała jak się zachować, powiedziała "aha, to przepraszam" i poszła sobie. A ja miałem ochotę ojca wtedy ..... On to robi celowo i jeszcze się śmieje. To samo moja mama. Ona każdą moją nowo poznaną dziewczynę traktuje jak swoją rywalkę, jak swojego najgorszego wroga, patrzy się na nią spod oka, ocenia każdy jej ruch, gest, każde słowo, razem z ojcem zadają jej dużo pytań typu "czy będzie umiała pani zaopiekować się naszym synem?" I przez rodziców już straciłem wiele dziewczyn, straciłem kolegów, koleżanki, znajomych i teraz mieszkam sam, siedzę sam w czterech ścianach już ponad 5 lat i nie mam nikogo, nawet nikt do mnie nie przychodzi i moi rodzice widzę, że są z tego zadowoleni. Traktują mnie jak kalekę, jak niedorozwoja, jak małe dziecko i szczerze ich nienawidzę. Ja jestem adoptowany, w wieku 6 lat mnie rodzice wzięli z domu małego dziecka, ale co z tego jak zmarnowali mi życie trzymając mnie za rękę, kąpiąc mnie i odprowadzając mnie do szkoły w wieku 12 lat. Już miałem włosy między nogami, a mama jeszcze wchodziła od łazienki bez pukania i mnie kąpała. Zrobili ze mnie kalekę. I nawet teraz, jak już mam 30 lat skończone traktują mnie tak samo. Ja przez rodziców popełnię samobójstwo i będą mieli synka na cmentarzu. To będzie ich wina, ale im nie da się przetłumaczyć jaką mi robią krzywdę, oni są tak zaślepieni, że nic poza własną racją nie widzą, nie słyszą i wszystko musi być tak jak oni chcą, bo jak nie to zaraz ojciec nam nie krzyczy i nie ważne że stoimy na środku ulicy i dookoła nas jest 500 osób. Dom w którym mieszkam jest zapisany na mojego ojca, ojciec mi go kupił, żebym miał gdzie mieszkać, ale zapisał go na siebie i ON jest właścicielem, także ja nie mogę zmienić zamków, nie mogę remontować, nie mogę sprzedać, nie mogę zameldować dziewczyny, jak jakaś będzie chciała tutaj ze mną zamieszkać, to wszystko może zrobić właściciel, a nim jest mój ojciec. Także urządził mnie perfidnie. A nie mam stałej pracy, nie stać mnie żeby sobie kupić dom... mój własny za własne pieniądze, czy wynająć cokolwiek. Niby ten dom jest mój, bo mam prawo w nim tutaj mieszkać dożywotnio i użytkować, ale coś poważniejszego chcę zrobić, to muszę dzwonić do ojca. Nawet rachunki przychodzą, na których jest napisane imię mojego ojca, mimo że ja za nie płacę. Póki moi rodzice żyją, to ja mam przerąbane i to całkowicie. Jak z nimi mieszkałem i kończyłem 18 lat, to ojciec nie pozwolił mi zrobił 18tki bo powiedział "u mnie w domu nie będzie żadnych brewerii, będziesz mógł robić co będziesz chciał, jak będziesz na swoim". Tylko że teraz niby mieszkam sam, a tak na prawdę dalej nie mogę robić co chcę, bo to wszystko jest własnością ojca. On to robi specjalnie, celowo, chce mi pokazać jaką ma nade mną władzę. Nawet mi powiedział już wiele razy, że po jego śmierci "jak będę niegrzeczny" dom w którym mieszkam przejdzie na własność gminy, że on to wszystko tak zorganizuje, że nawet po jego śmierci będę czuł jego rękę i jego obecność. Nienawidzę mojego ojca i jeszcze trochę i przez niego popełnię samobójstwo, bo już tego nie wytrzymuję. Ja mam 30 lat, a mój ojciec myśli, że mam cały czas 6 latek, tak jak mnie adoptował. Z nim nie da się rozmawiać, bo on zawsze ma rację. Mój ojciec nawet fachowców uczy fachu. W/g niego wszyscy źle jeżdżą samochodami, tylko on jeździ dobrze, on się najlepiej zna na ekonomii (był ekonomistą, był dyrektorem w wojewódzkiej dyrekcji inwestycji, był głównym księgowym, rządził całym województwem i tak już mu zostało, tylko siedział w swoim gabinecie i podpisywał papierki a wszyscy mu się kłaniali w pas i mówili "panie dyrektorze". Teraz jest już starym dziadkiem, ma 73-74 lata(nawet dokładnie nie wiem), jest na emeryturze, ale dalej rządzi wszystkimi, gdzie się tylko da. Gdybym podał sprawę do telewizji, np. do Interwencji" w Polsacie i bym to wszystko im napisał, to by się za głowę złapali i jeszcze by go wsadzili do więzienia za to że mi zmarnował moje życie emocjonalne. Dziwię się, że takiemu komuś w ogóle dali mnie pod opiekę, jak brał mnie z domu dziecka. A pamiętam jak miałem 7-8 lat, jak wracał do domu pijany, jak bił matkę, jak trzeba było siedzieć cicho w pokoju żeby "tatusia nie zdenerwować", pamiętam jak w wieku 10 lat o północy szedłem w piżamie przez duże osiedle między blokami do mojej cioci (siostry rodzonej mojej mamy), bo tata był pijany i robił rozróbę w domu, pod nieobecność mamy, bo mama wtedy była w szpitalu. I ja w wieku 10 lat po ciemku szedłem na dużym osiedlu między blokami ponad kilometr do cioci i w końcu do niej doszedłem i spałem u niej. A na drugi dzień jak ojciec wytrzeźwiał to mnie odebrał. Ojciec kiedyś na moich oczach rozebrał moją mamę i chciał ją zgwałcić, pamiętam to bardzo dobrze. Pamiętam jak moja mama przez tatę przewróciła się w łazience na sedes i ręką rozwaliła sedes i pamiętam jak wtedy krew tryskała, a ja płakałem i mówiłem żeby mama nie umierała. A to wszystko przez ojca. Takie właśnie miałem dzieciństwo. Teraz mam 30 lat i mam całkowicie zmarnowaną psychikę, próby samobójcze za sobą, wielkie kompleksy, problemy w stosunkach międzyludzkich. Mam też problemy seksualne, problem ze wzwodem, problem z osiągnięciem orgazmu przy dziewczynie, kompleks małego penisa, jąkam się, jak z kimś rozmawiam, do tego dochodzi kołatanie serca, problemy ze snem, ogólne problemy zdrowotne(częściej choruję niż inni, na zwykłe choroby, takie jak przeziębienie, czy grypa). Mam niską samoocenę, czuję się zerem, nikim i wiem, że nim jestem. Jak moi rówieśnicy chodzili na dyskoteki, bawili się, spotykali się, kochali się z dziewczynami, to ja siedziałem z rodzicami. 30 lat skończone, a ja nawet jeszcze się nigdy nie bawiłem, nie wyszalałem się, nie spotykałem się z przyjaciółmi (bo ich nie miałem i nie mam), nikt mnie nigdzie nie zapraszał, nie jestem dla nikogo chrzestnym, nie byłem nigdy świadkiem na ślubie, nie chodziłem na prywatki, nie wyjeżdżałem na kolonie, bo rodzice nie pozwalali.... To znaczy byłem kilka razy, ale rodzice cięgle tam przyjeżdżali i mnie pilnowali. Mi się już nie chce żyć, mam wszystkiego dosyć. A to wszystko jest wina moich rodziców. Od małego dziecka wszczepiali we mnie poczucie winy za wszystko, mówili że jestem nikim, zerem(nawet niby to w żartach). Gdybym wiedział, że tak będzie, to bym wolał zostać w domu dziecka, może ktoś inny by mnie adoptował, ktoś normalny. Bo moi rodzice normalni nie są. Im nawet psychiatra nie przetłumaczy, bo oni zaraz zaczną płakać, pokażą jacy są biedni, pokrzywdzeni przeze mnie, a jaki ja jestem zły i niewdzięczny za to co oni mi dali, za co "że dali mi tyle miłości, że poświęcili swoje życie, żeby mnie wychować". I w końcu ja wyjdę na tego złego, jak zwykle..... Popełnię samobójstwo i będą rodzice mieli synka w grobie.
Rozumiem cię w 100 %. U mnie rodzice dowartościowywali brata, tym samym nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Dziś jestem w tym samym wieku i mam podobne problemy. Nie muszę chyba mówić, że nie widzą problemu i od wszystkiego się odżegnują. Cierpię na depresję i nikt nie chce mi pomóc.
witam, cieszę się że znalazłam to forum, bo wydawało mi się, że tylko ja nie potrafię sobie poradzić z sytuacją panującą w domu tzn. dotyczącą relacji z ojcem, który od zawsze traktował mnie jak swoją własność. Wiedza że są inni ludzie z podobnymi problemami daje mi siłę oraz świadomość, że nie jestem sama i mam jeszcze szansę coś zmienić w swoim życiu. Ja znalazłam rozwiązanie dla siebie, wyprowadzam się za granicę i nie zamierzam wrócić, mam nadzieję, że się wszystko jakoś ułoży i znajdę dość siły, żeby sobie ze wszystkim poradzić, choć od małego wmawiano mi że jestem nikim i że jestem do niczego.
Witam. Nie jestem dorosła, mam tylko 16 lat jednak mam taki sam problem, jak wszyscy tutaj zebrani - problem z własnym ojcem . Uczę się dobrze, średnia zawsze powyżej 4.0 , jednak dla niego to za mało, zawsze mówi mi , że się nie staram, że jakbym się przyłożyła to byłoby lepiej, że inni mogą a ja tylko bym siedziała i nic nie robiła...Ale czy ja nic nie robię ? Chodzę do szkoły, po szkole ''zwalniam'' babcię i zajmuję się bratem, który ma 3 latka (zajmuję się nim do godziny 20.00),robię pranie, sprzątam dom ,a także czasami robię obiad, bo mama ''nie miała czasu'' ,albo ''zapomniała'' zrobić dla mnie i dla mojego drugiego, starszego o rok brata.Dwa dni temu byłą Wigilia i dostałam, jak co roku, od rodziny pieniądze. Przeszłam się dzisiaj na miasto i kupiłam sobie z przeceny torebkę, ponieważ ta, którą noszę do szkoły, jest podarta. Nie wyobrażacie sobie tego jaką zrobił mi awanturę ...Krzyczał, że jestem ''głupia', że powinnam dostać wpie***l i wypi*****ać do sklepu z paragonem i oddawać tą torebkę, że już nigdy mi nic nie da''...Ale czy nie mogłam wydać pieniędzy, które podarowali mi moi bliscy ? To nie pierwsza już taka sytuacja, on potrafi na mnie nawrzeszczeć ,jak nie zrobię mu śniadania bądź kawy ...Albo próbuje mi zrujnować psychikę tekstami typu ''jak możesz ojcu śniadania nie robić, ty powinnaś już wstać o 6 rano i mi zrobić.Tyle dla Ciebie zrobiłem, przewijałem Cię jak byłaś mała'' itp. ..Ja jestem wrażliwą osobą i takie sytuacje doprowadzają mnie do płaczu . Wiem, że moje problemy w porównaniu z waszymi są banalne, jednak sądzę, że nie jestem jeszcze na tyle dojrzała ,aby sobie z nimi poradzić. Ten człowiek po prostu rujnuje mnie psychicznie. Nie wspomnę już o tym jak wrzeszczy na moją mamę, która zazwyczaj mu się nie przeciwstawia, bo się go po prostu boi.Nie mogę się już po prostu doczekać ,aż skończę szkołę i ucieknę z tego więzienia. Zamknięta w sobie.
Jak czytałem to co napisałeś, to miałem wrażenie, jakbym to ja pisał, miałem dokładnie to samo. Od małego dziecka mój ojciec ciągle mnie poniżał, ciągle mówił że jestem "prostak", że się do niczego nie nadaję, a jak zrobiłem coś dobrze, to mój ojciec zawsze mówił "udało ci się, masz więcej szczęścia, niż rozumu. Rodzice mi ciągle nawet do tej pory wypominają, że nie poszedłem na studia, że nie jestem mecenasem, doktorem itp. (moi rodzice są po studiach, a ja mam zawód kucharz i liceum wieczorowe informatyka). Wg mojego taty moje pieniądze, te które ja zarabiam są mniej warte niż te, które tata ma, bo często mi mówi i to nawet przy obcych ludziach "te twoje pieniądze są g... warte" już ile razy przy obcej osobie powiedział "on gdyby nie ja, to już dawno by zdechł z głodu", mimo że od pięciu lat mieszkam sam i się sam utrzymuję.
Ja również się jąkam, zaczęło się to w szkole zawodowej, jak byłem gnębiony przez rówieśników, wtedy też wpadłem w kompleksy, też nie potrafię patrzeć się w oczy, jak z kimś rozmawiam(choć ostatnio rzadko rozmawiam z kimkolwiek, jedynie tylko w pracy, ale to służbowo, nie prywatnie), tracę przytomność, mam drgawki, jak tylko zobaczę krew i trzeba wtedy wzywać pogotowie. Też mam kołatanie serca, od jakiegoś czasu biorę leki nasercowe, uspokajające, ja też się ciągle sam dołuję, mi też się nic nie chce, też mam wrażenie (jestem o tym przekonany), że wszyscy ze mnie szydzą, nabijają się ze mnie, ale to mi się nie wydaje, tylko to jest rzeczywistość. W ogóle z domu nie wychodzę, jak nie muszę. Zapomniałem napisać, że jestem czarną owcą całej rodziny, wszystkie moje ciotki, moi wujkowie, bracia cioteczni, siostry cioteczne, kuzyni... itd ciągle na mnie krzyczą, jak mają tylko okazję, jak mnie widzą, ciągle mi mówią to co rodzice, tzn że "mam więcej szczęścia niż rozumu", wszyscy się patrzą na mnie bykiem, tak jakbym im wyrządził jakąś krzywdę, nie chcą ze mną rozmawiać. Mój brat cioteczny kiedyś nawet chciał mnie pobić i straszył mnie swoimi kolegami z pracy, on ma teraz 40 lat, a ja mam prawie 30. Wszyscy ciągle mają do mnie o wszystko pretensje, moja cała rodzina jest bardzo wykształcona, ja jedyny mam wykształcenie TYLKO średnie. Także nawet na rodzinie nie mam co polegać, moja siostra cioteczna(18 lat) jak mnie widzi na ulicy, to odwraca głowę i udaje że mnie nie zna, nawet na pogrzebie jej dziadka, czyli mojego ojca chrzestnego nie odezwała się do mnie. A jak ja jej pierwszy powiedziałem "cześć", to spojrzała na mnie, jak na jakiegoś mordercę i odpowiedziała "Cześć" takim głosem, jakbym jej zrobił jakąś krzywdę. Od pięciu lat, nie mam z rodziną kontaktu prawie w ogóle, siedzę u mnie na wsi sam w czterech ścianach i w ogóle się izoluję od ludzi. Sam spędzam imieniny, urodziny, wszystkie Święta, również znienawidzone przeze mnie "Walentynki". W tym roku będą moje szóste Święta, które spędzę sam u mnie w domu, nawet nie robię sobie świątecznego jedzenia (mimo że potrafię, bo jestem kucharzem z zawodu), bo nie ma po co... dla mnie samego? Choinki też nie ubieram, nic nie robię, wieszam tylko lampki choinkowe na okno i mam podczas Świąt migające, kolorowe okno :), ale to tylko to, a tak, to są to dla mnie zwykłe, normalne dni, jak wszystkie inne.
Moi rodzice mają Święta u siebie w domu (wyprawiają je), a ja jestem wtedy sam u mnie w domu. Dzisiaj są moje imieniny i co z tego? .... dzień jak każdy inny, nawet nikt do mnie nie zadzwoni.. normalne!!!
Wiesz co, ja miałam podobnie w domu. Od dziecka ojciec mnie bił i poniżał. Bałam się ludzi i uciekałam od nich. W dodatku ojciec nastawiał całą rodzinę przeciwko mnie-mówił, że jestem chora psychicznie itd. Babcia namawiała mamę żeby oddała mnie do domu dziecka, a ojciec chciał mnie umieścić najpierw w psychiatryku, potem w internacie. Zawsze byłam sama, w dodatku mam bardzo poważne problemy ze zdrowiem, przeszłam kilka poważnych operacji ale wiesz co, w końcu się zbuntowałam. Chyba w liceum, którego i tak nie skończyłam (moi rodzice są po studiach). Nie dałam się, nie pozwoliłam żeby ktokolwiek się na mnie wyładowywał. Stawiałam się, wreszcie po kilku latach, rozmów z rodziną, tłumaczenia im, że to ich zachowanie jest chore zrozumieli. Niestety oprócz ojca ale mam to gdzieś. Teraz on ciągle potrzebuje czegoś ode mnie i oczekuje, że mu się należy. Wyprowadzam go mało subtelnie z tego założenia-chyba zaczyna do niego docierać. Co do ludzi, otworzyłam się na innych, nie ukrywałam, że mam chory dom i ojca. Zaczęłam żyć! Mam męża, przyjaciół, żyję normalnie. Owszem dopada mnie często dół ale wtedy nawet wbrew sobie wychodzę do ludzi i po chwili jest O.K. Nie ukrywam, sporo nad tym i nad sobą pracowałam i było cholernie ciężko. Nie daj się, nie daj satysfakcji ojcu i rodzinie. Nie pozwól się tłamsić, wyjdź do ludzi wiem, że trudno ale warto-pamiętaj o tym.
Zbuntuję się i wyprowadzę się pod most, albo do okolicznego lasu, tak? Ja nie mam dokąd pójść, nie mam pieniędzy, żeby sobie wynająć cokolwiek i uciec bez powiadamiania rodziców o tym. Domu zostawić też nie mogę, bo dom w którym mieszkam jest własnością mojego ojca, więc jak coś się stanie pod moją nieobecność, to potem będzie że ja nie pilnowałem i że to moja wina. Ojciec mnie tak urządził, że bez jego wiedzy i zgody nie mogę dosłownie NIC!!!
współczuje singiel 1980 jestem z tobą tulę
Ja uważam, że urodziłeś się w złym towarzystwie-tzn.- ci co Ciebie otaczają nie są ciebie warci.Tak to jest, gdy zamiast pomóc jeszcze cię dobijają. Myślę, że jak najprędzej zmień środowisko -dom, mieszkanie, bo się wykończysz albo pójdziesz do psycholów. Nikt nie ma prawa nazywać cię debilem! A już na pewno nie swoje dziecko- co za rodzina???Najpierw sami powinni się zacząć leczyć, bo ty jesteś zdrowy i obracasz się w chorym środowisku; gniazdku rodzinnym. Co za wstyd dla tych chorych ludzi, którzy cię otaczają--i oni się nazywają rodziną, tylko dołują. Wybacz to ci się trafiło. Lepiej uciekaj stamtąd, szukaj prawdziwych ludzi -- matka czworga dzieci dorosłych. Ewa.
Pani Ewo! dziękuje pani za ten komentarz, nigdy wcześniej tak nie pomyślałem tzn. nie pomyślałem, że moi rodzice (jestem adoptowany i mam ten sam problem co ten chłopak) nie są mnie warci tym bardziej, że się rozwiedli, a moja matka wyjechała za granice i nie podała mi ręki wtedy, kiedy wyraźnie jej mówiłem, kiedy potrzebuję, a ja zostawiając wszystko za sobą wyjechałem do Anglii. (Mam 27 lat) ojciec alkoholik, matka z problemami psychicznymi w przeszłości. Tak sobie myślę, że nie są mnie warci, bo ja nigdy im nic złego nie zrobiłem. Gdy coś się stanie nie po mojej myśli, matka mówi zawsze choć nigdy nie dawała mi rad zapobiegających różnym problemom życiowym, najgorsze jest to, że nie rozumie tego jak jej to czasami próbuje wytłumaczyć, mam wrażenie, że nie chce zrozumieć swoich błędów.
Witam singiel1980rok i Ewa. Dziękuję za odp. Singiel moje kuzynostwo itp. tylko ciągle "robisz coś?" i się głupio śmieją. Ewa nie mogę się wyprowadzić, bo nie pracuję, a bliscy nie rozumieją, że psychicznie nie mogę i zamiast pomóc wiercą mi w mózgu. Singiel myślałem, że tylko ja tak mam:)
"Nie mogę się wyprowadzić, bo nie pracuję". Mam wrażenie jakbym to ja pisał.
Ja też nie mogę się wyprowadzić, bo niby za co i gdzie? Jak nie mam stałej pracy, no i moi rodzice bym nie nie puścili, jakby się dowiedzieli, to by pojechali za mną, gotowi nawet się przeprowadzić, żeby tylko być bliżej mnie.
No ale tata mi kupił ten dom w którym mieszkam, wyremontował mi go, za wszystko zapłacił i teraz muszę tutaj mieszkać, bo nie mam innego wyjścia, nie kupię sobie innego domu, nie wynajmę mieszkania, bo mnie na to nie stać i czy chcę, czy nie chcę, to muszę tutaj mieszkać i myślę że tutaj umrę.
Witam serdecznie! Cieszę się, że trafiłam na ta stronę, bo myślałam, że tylko ja mam takie problemy. Również mam fobię/nerwice społeczną, depresję, lęki, napady paniki. Nie potrafię daleko pojechać od domu, nie wsiądę do pociągu, samolotu, nawet dalekobieżnego autobusu. Jak nie mam świadomości, że w każdej chwili mogę wyjść na zewnątrz, cóż - mogłabym tak opowiadać kilka godzin - to wszystko strasznie utrudnia życie. Masakra. Dramat.
Ja w domu miałam ok, tyle, że wychowywałam się bez ojca. Teraz mam problem wejść w jakiś poważny związek, w ogóle mam problemy z ludźmi /strasznie mnie irytują, i ciągle mam wrażenie, że jestem obserwowana i oceniana. Mam 30 lat, jestem po studiach, atrakcyjna, inteligentna --> tylko co z tego??? jak nie umiem żyć. wszystko mnie przerasta, a mam tyle marzeń...
Jakby ktoś z Was chciał podzielić się swoją codziennością, będzie mi miło: magda.awf@op.pl
Pozdrawiam.
Mój ojciec traktuje mnie jak niemowlaka, jak swoją własność, z którą może zrobić co tylko chce i ja nie mam prawa nawet się sprzeciwić, bo jak tylko spróbuję, to zaraz na mnie krzyczy i to przy obcych ludziach, przy małych dzieciach i wszędzie gdzie się tylko da. Kilka dni temu grałem i śpiewałem na zabawie w szkole podstawowej, która jest na tej samej ulicy, na której mieszkają moi rodzice. Jak skończyłem grać i dzieciaki ze starszych klas pomagały mi nosić sprzęt do samochodu i go pakować, to nagle ktoś mnie puka w ramię, patrzę a to mój tata. Powiedział, że przyszedł mi pomóc pakować sprzęt. Cały czas stał w oknie i obserwował kiedy wyjdę ze szkoły i jak mnie zobaczył, to szybko przybiegł. Tata jest już po 70-tce. Ja dzieciakom mówię "chwile potrzymajcie te głośniki, zaraz samochód podjedzie, nie kładźcie ich na śniegu", a tata wtedy "chodźcie tutaj, połóżcie to tutaj" i tak cały czas dyryguje i nimi(obcymi dzieciakami) i mną (30to letnim dorosłym facetem). I w końcu jest tak jak tata chce. A dzieciaki patrzą się na mnie i się śmieją pod nosem, jak widzą, jak tata mną rządzi, jak mnie ustawia. A ja nawet nie mogę się odezwać, bo jak się odezwę to tata od razu takim ostrym zaczepnym głosem "no co?!! no co?!!" i tylko czeka na pretekst, żeby zacząć się na mnie wydzierać przy ludziach na środku ulicy i w końcu to robi, a ja stoję obok i mam ochotę się zapaść pod ziemię, bo ludzie się gapią, dzieciaki stoją obok, a tata nam nie krzyczy jak na małe dziecko. Z tatą ja boję się gdziekolwiek pokazać, bo on zawsze i wszędzie mi narobi obciachu i mam wrażenie że on to robi celowo. Jak kupowałem głośniki w sklepie muzycznym, byłem tam z tatą, bo tata dał większość pieniędzy i jak płacił to jak zwykle przy sprzedawcach "no i co?.... znowu nie masz pieniędzy, znowu ja mam płacić?" Ja powiedziałem "przecież dokładam 500zł", to tata "te twoje 500zł to jest g... warte". To samo w sklepie komputerowym, jak mi kupował nowy komputer, to też były takie same teksty. Jak z tym komputerem poszliśmy do innego sklepu, bo był kupowany na raty i trzeba było to załatwić, to ojciec narobił mi obciachu na cały sklep, przy okazji zdenerwował wszystkich pracowników, przy tym na mnie krzyczał, aż ludzie do mojego ojca "dlaczego pan tak na niego krzyczy? Przecież to dorosły facet". A ja stałem obok i nie mogłem się nawet odezwać, bo zaraz ojciec by wyszedł ze sklepu i by mi nie kupił komputera. Kiedyś był u mnie w domu i obok mojego domu przechodziła obca dziewczyna, która roznosiła jakiś towar i próbowała go sprzedać, akurat doszła do mojego domu, zacząłem z nią rozmawiać(była młodsza ode mnie, bardzo ładna, miła), nagle mój ojciec do nas podchodzi i mówi "o co chodzi?", jak się dowiaduje, że ona mi proponuje coś, żebym kupił od niej, to tata wtedy jej mówi "ale proszę pani, on nie ma pieniędzy, on nie ma stałej pracy, ja go muszę utrzymywać, on gdyby nie ja to by już dawno zdechł z głodu", wtedy dziewczyna się speszyła, nie wiedziała jak się zachować, powiedziała "aha, to przepraszam" i poszła sobie. A ja miałem ochotę ojca wtedy ..... On to robi celowo i jeszcze się śmieje. To samo moja mama. Ona każdą moją nowo poznaną dziewczynę traktuje jak swoją rywalkę, jak swojego najgorszego wroga, patrzy się na nią spod oka, ocenia każdy jej ruch, gest, każde słowo, razem z ojcem zadają jej dużo pytań typu "czy będzie umiała pani zaopiekować się naszym synem?" I przez rodziców już straciłem wiele dziewczyn, straciłem kolegów, koleżanki, znajomych i teraz mieszkam sam, siedzę sam w czterech ścianach już ponad 5 lat i nie mam nikogo, nawet nikt do mnie nie przychodzi i moi rodzice widzę, że są z tego zadowoleni. Traktują mnie jak kalekę, jak niedorozwoja, jak małe dziecko i szczerze ich nienawidzę. Ja jestem adoptowany, w wieku 6 lat mnie rodzice wzięli z domu małego dziecka, ale co z tego jak zmarnowali mi życie trzymając mnie za rękę, kąpiąc mnie i odprowadzając mnie do szkoły w wieku 12 lat. Już miałem włosy między nogami, a mama jeszcze wchodziła od łazienki bez pukania i mnie kąpała. Zrobili ze mnie kalekę. I nawet teraz, jak już mam 30 lat skończone traktują mnie tak samo. Ja przez rodziców popełnię samobójstwo i będą mieli synka na cmentarzu. To będzie ich wina, ale im nie da się przetłumaczyć jaką mi robią krzywdę, oni są tak zaślepieni, że nic poza własną racją nie widzą, nie słyszą i wszystko musi być tak jak oni chcą, bo jak nie to zaraz ojciec nam nie krzyczy i nie ważne że stoimy na środku ulicy i dookoła nas jest 500 osób. Dom w którym mieszkam jest zapisany na mojego ojca, ojciec mi go kupił, żebym miał gdzie mieszkać, ale zapisał go na siebie i ON jest właścicielem, także ja nie mogę zmienić zamków, nie mogę remontować, nie mogę sprzedać, nie mogę zameldować dziewczyny, jak jakaś będzie chciała tutaj ze mną zamieszkać, to wszystko może zrobić właściciel, a nim jest mój ojciec. Także urządził mnie perfidnie. A nie mam stałej pracy, nie stać mnie żeby sobie kupić dom... mój własny za własne pieniądze, czy wynająć cokolwiek. Niby ten dom jest mój, bo mam prawo w nim tutaj mieszkać dożywotnio i użytkować, ale coś poważniejszego chcę zrobić, to muszę dzwonić do ojca. Nawet rachunki przychodzą, na których jest napisane imię mojego ojca, mimo że ja za nie płacę. Póki moi rodzice żyją, to ja mam przerąbane i to całkowicie. Jak z nimi mieszkałem i kończyłem 18 lat, to ojciec nie pozwolił mi zrobił 18tki bo powiedział "u mnie w domu nie będzie żadnych brewerii, będziesz mógł robić co będziesz chciał, jak będziesz na swoim". Tylko że teraz niby mieszkam sam, a tak na prawdę dalej nie mogę robić co chcę, bo to wszystko jest własnością ojca. On to robi specjalnie, celowo, chce mi pokazać jaką ma nade mną władzę. Nawet mi powiedział już wiele razy, że po jego śmierci "jak będę niegrzeczny" dom w którym mieszkam przejdzie na własność gminy, że on to wszystko tak zorganizuje, że nawet po jego śmierci będę czuł jego rękę i jego obecność. Nienawidzę mojego ojca i jeszcze trochę i przez niego popełnię samobójstwo, bo już tego nie wytrzymuję. Ja mam 30 lat, a mój ojciec myśli, że mam cały czas 6 latek, tak jak mnie adoptował. Z nim nie da się rozmawiać, bo on zawsze ma rację. Mój ojciec nawet fachowców uczy fachu. W/g niego wszyscy źle jeżdżą samochodami, tylko on jeździ dobrze, on się najlepiej zna na ekonomii (był ekonomistą, był dyrektorem w wojewódzkiej dyrekcji inwestycji, był głównym księgowym, rządził całym województwem i tak już mu zostało, tylko siedział w swoim gabinecie i podpisywał papierki a wszyscy mu się kłaniali w pas i mówili "panie dyrektorze". Teraz jest już starym dziadkiem, ma 73-74 lata(nawet dokładnie nie wiem), jest na emeryturze, ale dalej rządzi wszystkimi, gdzie się tylko da. Gdybym podał sprawę do telewizji, np. do Interwencji" w Polsacie i bym to wszystko im napisał, to by się za głowę złapali i jeszcze by go wsadzili do więzienia za to że mi zmarnował moje życie emocjonalne. Dziwię się, że takiemu komuś w ogóle dali mnie pod opiekę, jak brał mnie z domu dziecka. A pamiętam jak miałem 7-8 lat, jak wracał do domu pijany, jak bił matkę, jak trzeba było siedzieć cicho w pokoju żeby "tatusia nie zdenerwować", pamiętam jak w wieku 10 lat o północy szedłem w piżamie przez duże osiedle między blokami do mojej cioci (siostry rodzonej mojej mamy), bo tata był pijany i robił rozróbę w domu, pod nieobecność mamy, bo mama wtedy była w szpitalu. I ja w wieku 10 lat po ciemku szedłem na dużym osiedlu między blokami ponad kilometr do cioci i w końcu do niej doszedłem i spałem u niej. A na drugi dzień jak ojciec wytrzeźwiał to mnie odebrał. Ojciec kiedyś na moich oczach rozebrał moją mamę i chciał ją zgwałcić, pamiętam to bardzo dobrze. Pamiętam jak moja mama przez tatę przewróciła się w łazience na sedes i ręką rozwaliła sedes i pamiętam jak wtedy krew tryskała, a ja płakałem i mówiłem żeby mama nie umierała. A to wszystko przez ojca. Takie właśnie miałem dzieciństwo. Teraz mam 30 lat i mam całkowicie zmarnowaną psychikę, próby samobójcze za sobą, wielkie kompleksy, problemy w stosunkach międzyludzkich. Mam też problemy seksualne, problem ze wzwodem, problem z osiągnięciem orgazmu przy dziewczynie, kompleks małego penisa, jąkam się, jak z kimś rozmawiam, do tego dochodzi kołatanie serca, problemy ze snem, ogólne problemy zdrowotne(częściej choruję niż inni, na zwykłe choroby, takie jak przeziębienie, czy grypa). Mam niską samoocenę, czuję się zerem, nikim i wiem, że nim jestem. Jak moi rówieśnicy chodzili na dyskoteki, bawili się, spotykali się, kochali się z dziewczynami, to ja siedziałem z rodzicami. 30 lat skończone, a ja nawet jeszcze się nigdy nie bawiłem, nie wyszalałem się, nie spotykałem się z przyjaciółmi (bo ich nie miałem i nie mam), nikt mnie nigdzie nie zapraszał, nie jestem dla nikogo chrzestnym, nie byłem nigdy świadkiem na ślubie, nie chodziłem na prywatki, nie wyjeżdżałem na kolonie, bo rodzice nie pozwalali.... To znaczy byłem kilka razy, ale rodzice cięgle tam przyjeżdżali i mnie pilnowali. Mi się już nie chce żyć, mam wszystkiego dosyć. A to wszystko jest wina moich rodziców. Od małego dziecka wszczepiali we mnie poczucie winy za wszystko, mówili że jestem nikim, zerem(nawet niby to w żartach). Gdybym wiedział, że tak będzie, to bym wolał zostać w domu dziecka, może ktoś inny by mnie adoptował, ktoś normalny. Bo moi rodzice normalni nie są. Im nawet psychiatra nie przetłumaczy, bo oni zaraz zaczną płakać, pokażą jacy są biedni, pokrzywdzeni przeze mnie, a jaki ja jestem zły i niewdzięczny za to co oni mi dali, za co "że dali mi tyle miłości, że poświęcili swoje życie, żeby mnie wychować". I w końcu ja wyjdę na tego złego, jak zwykle..... Popełnię samobójstwo i będą rodzice mieli synka w grobie.
Rozumiem cię w 100 %. U mnie rodzice dowartościowywali brata, tym samym nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Dziś jestem w tym samym wieku i mam podobne problemy. Nie muszę chyba mówić, że nie widzą problemu i od wszystkiego się odżegnują. Cierpię na depresję i nikt nie chce mi pomóc.
witam, cieszę się że znalazłam to forum, bo wydawało mi się, że tylko ja nie potrafię sobie poradzić z sytuacją panującą w domu tzn. dotyczącą relacji z ojcem, który od zawsze traktował mnie jak swoją własność. Wiedza że są inni ludzie z podobnymi problemami daje mi siłę oraz świadomość, że nie jestem sama i mam jeszcze szansę coś zmienić w swoim życiu. Ja znalazłam rozwiązanie dla siebie, wyprowadzam się za granicę i nie zamierzam wrócić, mam nadzieję, że się wszystko jakoś ułoży i znajdę dość siły, żeby sobie ze wszystkim poradzić, choć od małego wmawiano mi że jestem nikim i że jestem do niczego.
Witam. Nie jestem dorosła, mam tylko 16 lat jednak mam taki sam problem, jak wszyscy tutaj zebrani - problem z własnym ojcem . Uczę się dobrze, średnia zawsze powyżej 4.0 , jednak dla niego to za mało, zawsze mówi mi , że się nie staram, że jakbym się przyłożyła to byłoby lepiej, że inni mogą a ja tylko bym siedziała i nic nie robiła...Ale czy ja nic nie robię ? Chodzę do szkoły, po szkole ''zwalniam'' babcię i zajmuję się bratem, który ma 3 latka (zajmuję się nim do godziny 20.00),robię pranie, sprzątam dom ,a także czasami robię obiad, bo mama ''nie miała czasu'' ,albo ''zapomniała'' zrobić dla mnie i dla mojego drugiego, starszego o rok brata.Dwa dni temu byłą Wigilia i dostałam, jak co roku, od rodziny pieniądze. Przeszłam się dzisiaj na miasto i kupiłam sobie z przeceny torebkę, ponieważ ta, którą noszę do szkoły, jest podarta. Nie wyobrażacie sobie tego jaką zrobił mi awanturę ...Krzyczał, że jestem ''głupia', że powinnam dostać wpie***l i wypi*****ać do sklepu z paragonem i oddawać tą torebkę, że już nigdy mi nic nie da''...Ale czy nie mogłam wydać pieniędzy, które podarowali mi moi bliscy ? To nie pierwsza już taka sytuacja, on potrafi na mnie nawrzeszczeć ,jak nie zrobię mu śniadania bądź kawy ...Albo próbuje mi zrujnować psychikę tekstami typu ''jak możesz ojcu śniadania nie robić, ty powinnaś już wstać o 6 rano i mi zrobić.Tyle dla Ciebie zrobiłem, przewijałem Cię jak byłaś mała'' itp. ..Ja jestem wrażliwą osobą i takie sytuacje doprowadzają mnie do płaczu . Wiem, że moje problemy w porównaniu z waszymi są banalne, jednak sądzę, że nie jestem jeszcze na tyle dojrzała ,aby sobie z nimi poradzić. Ten człowiek po prostu rujnuje mnie psychicznie. Nie wspomnę już o tym jak wrzeszczy na moją mamę, która zazwyczaj mu się nie przeciwstawia, bo się go po prostu boi.Nie mogę się już po prostu doczekać ,aż skończę szkołę i ucieknę z tego więzienia. Zamknięta w sobie.
Dodaj nowy komentarz